niedziela, 31 sierpnia 2014

Uwaga :)

Hej Wszystkim! Chciałbym Was bardzo przeprosić za to, że w tym tygodniu nie dodałam rozdziału na który (mam nadzieję) czekałyście i który był zapowiadany :( Często mam problemy z internetem, zbyt mało czasu albo brak weny :(
Staram się jednak coś sklecić :P Mam nadzieję, że nie jesteście na mnie złe :( Postaram się dodać rozdział tak szybko jak będzie to możliwe :)
I oczywiście chciałam Wam wszystkim życzyć dobrego roku szkolnego! :) Mam nadzieję, że będzie udany :)

Buziaczki
Nika :)

PS. Jeszcze raz strasznie Was przepraszam

piątek, 15 sierpnia 2014

Rozdział pięćdziesiąty

Obudziłam się około siódmej. Leniwie przewróciłam się na drugi bok i z przykrością musiałam stwierdzić, że nie ma przy mnie Nathana, do którego obecności byłam tak bardzo przyzwyczajona. Westchnęłam głośno, po czym powoli wstałam z łóżka. Niechętnie wygrzebałam byle jakie ubrania z szafy i poszłam do łazienki. Siedziałam w niej Bóg jeden wie ile. Gdy w końcu wyszłam, wróciłam do pokoju. Zamknęłam za sobą drzwi, po czym położyłam się na łóżku.
Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Wzięłam laptopa i zaczęłam przeglądać różne portale społecznościowe, m.in Twittera i Facebooka. Na nic ciekawego się tam nie natknęłam, więc po godzinie stwierdziłam, że mam ochotę na film. Znalazłam jakiś melodramat. Usiadłam wygodnie i go włączyłam.
Oglądać skończyłam z kupą chusteczek na podłodze oraz mokrymi policzkami. Łkając wyłączyłam komputer, po czym zaczęłam sprzątać.
Nagle usłyszałam mój telefon. Zaczęłam poszukiwania, jednak gdy już go znalazłam było za późno. Jęknęłam niezadowolona, po czym spojrzałam kto próbował się do mnie dodzwonić. "Nathan". Mogłam się domyślić. Odłożyłam telefon na biurko. Westchnęłam głośno. Postanowiłam zejść na dół i zjeść jakieś śniadanie. Tak też zrobiłam. Przygotowałam sobie kanapkę, po czym usadowiłam się na blacie.
Parę minut później posprzątałam po sobie. Nie za bardzo wiedziałam co ze sobą zrobić, więc stwierdziłam, że spędzę dzień przed telewizorem. Oryginalne, nieprawdaż ?
Walnęłam się na kanapie i zaczęłam szukać pilota. Gdy zobaczyłam go na ławie, dwa metry ode mnie, jęknęłam głośno, po czym niechętnie podniosłam cztery litery. Zrobiłam trzy kroki, wzięłam urządzenie i wróciłam na miejsce.
Włączyłam telewizor, trafiając akurat na film ''Złap mnie, jeśli potrafisz'' z moim ukochanym aktorem, Leonardem DiCaprio. Uśmiechnęłam się do siebie, po czym zaczęłam oglądać.
Po około dwóch godzinach usłyszałam dzwonek domofonu. Wstałam i podeszłam do okna. Zobaczyłam Kat, stojącą przy furtce. Uśmiechnęłam się szeroko, przycisnęłam przycisk odblokowujący bramkę, po czym popędziłam do przyjaciółki.
- Hej ! - zachichotała, mocno mnie przytulając
- Hejka - powiedziałam - Ty nie w pracy ? - zdziwiłam się
- Nie, nie, dzisiaj mam wolne - posłała mi uśmiech
- Tak w ogóle, to gdzie pracujesz ? - spytałam
- Hm... Jestem wizażystką, jak na razie to na stażu, w agencji modelek - powiedziała zadowolona
- To super ! - klasnęłam w dłonie - Podoba ci się tam ? - spytałam
- Pewnie ! Nawet nie masz pojęcia ile fajnych osób można spotkać - westchnęła z szerokim uśmiechem
Zachichotałam - Wejdziesz ? - zaproponowałam, zapraszając dziewczynę gestem ręki do środka
- Okay - posłała mi jeden z tych uśmiechów, który był zarezerwowany tylko i wyłącznie dla mnie
- Chciałabyś się może czegoś napić ? - zaproponowałam
- Kawy, najlepiej mrożonej - puściła mi oczko
- Dobra, już się robi - odwzajemniłam gest, po czym poszłam do kuchni
Zaczęłam przygotowywać dla nas kawę, gdy usłyszałam pisk dobiegający z salonu. Szybko tam pobiegłam i zobaczyłam strasznie szybko oddychającą Kat,  patrzącą się w punkt na panelach.
- Weź to stąd - jęknęła
- Ale...
- Weź tego pająka ! Zabij go ! - pisnęła przerażona
- Pająków się nie zabija, bo brzydka pogoda będzie - przewróciłam oczami, po czym wzięłam z półki pierwszą lepszą gazetę
Po chwili pajączek biegał gdzieś na wolności. Wróciłam do salonu - Poważnie ? - zachichotałam - Był aż tak straszny ? - podniosłam brew, opierając się o sofę
- Tak ! I się nie śmiej ! - zrobiła obrażoną minę
- Oj daj spokój - machnęłam ręką - Idę dokończyć kawę - posłałam dziewczynie uśmiech, po czym czmychnęłam do kuchni
Parę minut później przyniosłam nam mrożoną kawę z bitą śmietaną, karmelem i pokruszoną czekoladą. Bomba kaloryczna, ale jaka pyszna ! Mmm, palce lizać
- Ale dobra - mruknęła moja towarzyszka, oblizując usta
- Dziękuję, dziękuję - posłałam jej delikatny uśmiech i klapnęłam na kanapie
- Jak się czujesz ? - spytała
- Nie jest źle - stwierdziłam
- Nathan się odzywa ?
- Taaa... - westchnęłam
- Tęsknisz za nim, co ? - szturchnęła mnie delikatnie
- Możemy porozmawiać o czymś innym ? - poprosiłam
- Okay, nie ma sprawy - puściła mi oczko - Masz może ochotę na zakupy ?
- Czy ja wiem...
- Oj nie daj się prosić - jęknęła - Rozerwiemy się trochę... - oparła głowę o moje ramię
- Dobra, dobra - poddałam się - Mogę iść
- No ! - stuknęła mnie w ramię - Wiedziałam, że się zgodzisz
- Ej, bo zaraz zmienię decyzję !
- Nie zmienisz, za bardzo mnie kochasz - wystawiła mi język
- No jasne, jasne - parsknęłam śmiechem - Kiedy ruszamy ? - spytałam
- Choćby zaraz - wzruszyła ramionami
- Oh, okay - zachichotałam - To pójdę się przebrać
- Leć, leć - mruknęła, rozsiadając się na kanapie
Pobiegłam na górę, wyjęłam z szuflady czarne rurki i  flanelową koszulę w kratę. Szybko się przebrałam, po czym wróciłam do mojej przyjaciółki.
- To co, możemy ruszać ? - spytała, wstając z kanapy
- Pewnie - stwierdziłam, po czym założyłam trampki i wyszłyśmy z domu
Wzięłyśmy moje auto. Bez żadnego problemu udało mi się zapalić. Wyjechałam z podjazdu i pojechałyśmy do centrum, gdzie znajdowało się nasze ulubione centrum handlowe. Droga nie zajęła nam więcej niż pół godzin, a w dodatku nie było korków.
Zaparkowałam w jednej z pobliskich uliczek, gdyż przy celu naszej podróży wszystkie miejsca niestety były zajęte.
Zadowolone wysiadłyśmy z samochodu i ruszyłyśmy do okazałego, nowoczesnego budynku.
- Dobra, to gdzie idziemy ? - spytałam, wodząc wzrokiem po pobliskich sklepach z ubraniami, bielizną, artykułami domowymi i innymi cudami
- W sumie... Muszę odświeżyć swoją szafę - Kat zaśmiała się cicho
- Znowu ? - pisnęłam
- No ! - parsknęła śmiechem - Trochę nowych rzeczy się przyda - wzruszyła ramionami
- Dobra, to gdzie idziemy ?
- Może najpierw wybierzmy się do House'a ? 
Skinęłam głową, po czym ruszyłyśmy do sklepu. Moja przyjaciółka kursowała między wieszakami, a przymierzalnią, ja z kolei tylko niemrawo się rozglądałam. W końcu dziewczyna wybrała dwie bluzki, bluzę i jeansy, po czym ustawiła się w niemiłosiernie długiej kolejce do jedynej czynnej kasy.
Parę dobrych minut później wyszłyśmy ze sklepu i weszłyśmy do kolejnego i kolejnego...
W końcu moja przyjaciółka była obładowana torbami. Mi udało się jedynie kupić (w dodatku za namową Kat) skromną srebrną bransoletkę z serduszkiem Swarovskiego.
Od razu założyłam ją na przegub, po czym ruszyłyśmy w stronę kawiarni.
- Może chciałabyś zostawić tobołki w aucie ? - zaproponowałam
- W sumie... To niegłupi pomysł i chyba z niego skorzystam - powiedziała, wypuszczając głośno powietrze
- Iść z tobą ? - spytałam
- Nie, nie trzeba - posłała mi uśmiech
- Ok, to trzymaj - włożyłam jej do kieszeni kluczyki - Pójdę nam zamówić kawę, co ty na to ?
- Dobra ! Poproszę Espresso - puściła mi oczko i nie czekając ani chwili dłużej czmychnęła do auta
Ja poszłam do kawiarni, złożyłam zamówienie, po czym zajęłam stolik. Czekałam na moją przyjaciółkę prawie dwadzieścia minut.
- No jesteś już - zaśmiałam się - Kawa stygnie
- A, zagadałam się, przepraszam ! - jęknęła
- Eh, okay - powiedziałam i zrobiłam sporego łyka już chłodnego napoju - Kat... Od pewnego czasu dręczy mnie jedno pytanie...
- Tak ? Jakie ? - spytała, sięgając po filiżankę
- Powiedziałaś mi, że... Wolałabyś żebym była z Maxem niż z Nathanem... Dlaczego ?
Dziewczyna na chwilkę zastygła, niezbyt wiedząc jak odpowiedzieć - Um... Nie wiem... Tak jakoś mi się powiedziało - machnęła lekceważąco ręką i zrobiła spory łyk kawy
- Kłamiesz - powiedziałam stanowczo - Powiedz mi proszę prawdę.
- Mel, ja przecież mówię prawdę... - jęknęła - Jakoś po prostu Max do ciebie bardziej pasuje... Jak o tobie mówi... Boże, marzeniem każdej dziewczyny jest aby chłopak tak o niej mówił jak on o tobie... - westchnęła, a mi z jakichś niewyjaśnionych przyczyn serce zabiło mocniej
- Rozmawiałaś z nim ? - spytałam, zachowując zimną krew - O mnie ?! - podniosłam głos tak, że poczułam na sobie wzrok ludzi siedzących obok
- Melanie, uspokój się. Zadzwonił, chciał z kimś pogadać, wyżalić się... Nie mogłam mu odmówić, zrozum - powiedziała - On jest w tobie cholernie zakochany. Nawet nie masz pojęcia jak bardzo... Powinnaś z nim porozmawiać w cztery oczy
- Ale ja nie mam o czym z nim rozmawiać, zrozum - westchnęłam, chowając twarz w dłonie
- Musicie na spokojnie porozmawiać Mel. Najlepiej tu, w Polsce. W cztery oczy. Bez całej reszty. Wyjaśnicie sobie wszystko szczerze... - dziewczyna nie dawała za wygraną, jednak ja i tak wiedziałam swoje
Nie siedziałyśmy długo w kawiarni. Odwiozłam dziewczynę do jej domu i pojechałam do swojego. Gdy tylko przekroczyłam próg, zdjęłam trampki i rzuciłam je gdzieś w kąt. Poczłapałam do salonu, po czym położyłam się na sofie. Włączyłam telewizor i trafiłam na jakiś wyjątkowo denny serial. Wlepiłam oczy w ekran, nie mając lepszego pomysłu na marnowanie czasu.
Nagle usłyszałam dzwonek domofonu. Zmarszczyłam brwi, po czym poszłam otworzyć, nawet nie patrząc kto to. Gdy nacisnęłam klamkę od drzwi, ukazał mi się nie kto inny jak pan Max George. Zrobiłam wielkie oczy, nie wiedząc co powiedzieć.
- Hej... - powiedział, pocierając kark dłonią
- Co ty tu robisz ? - spytałam
- Chciałem z tobą porozmawiać... Zobaczyć cię - szepnął
- Wejdź - poleciłam krótko po czym zatrzasnęłam za nim drzwi.
- Czemu uciekłaś ? - spojrzał na mnie
- Szczerze ? - założyłam ręce na piersi
- Oczywiście - powiedział
- Bo mam dosyć tej twojej chorej zazdrości, kłótni z Nathanem, wszystkiego ! - wyrzuciłam ze zdenerwowaniem ręce, przez co prawie go uderzyłam
- Melanie... - szepnął, robiąc krok w moją stronę
- Nie patrz tak na mnie - warknęłam wściekła - W ogóle to się do mnie nie zbliżaj, bo nie ręczę za siebie
- Melanie, proszę cię, posłuchaj mnie - poprosił
- Dobra - westchnęłam - Mów




-----
Hejka ! Mamy już pięćdziesiąty rozdział ! Dziękuję Wam !
Jak tam ostatni miesiąc wakacji ? A właściwie jego połowa ?
Mam nadzieję, że podobał Wam się rozdział :)
Dziękuję za ponad 120000 wyświetleń rvfiarudvbg *-* Jesteście niesamowite !
Ja już się żegnam kochane :*
Buuuuuuuuuuziaki ! :*

PS. Za ewentualne błędy bardzo przepraszam, ale po dodaniu obrazka blogger mi fiksuje i zamienia literki ! :c Też tak macie ? :c

sobota, 2 sierpnia 2014

Rozdział czterdziesty dziewiąty

Lot zajął mi półtorej godziny. Po wszystkim zabrałam moją walizkę z dosyć sporej sterty. Zerknęłam na zegarek i stwierdziłam, że za niecałe dziesięć minut Kat powinna się po mnie zjawić.
Nagle zobaczyłam znajomą dziewczynę, biegnącą w moją stronę. Chwilę później zamknęła mnie w żelaznym uścisku.
- Jezu ! - pisnęła - Nawet nie masz pojęcia jak bardzo się za tobą stęskniłam ! I w dodatku cudnie ci w brązie i ombre ! Wyglądasz bosko ! - mówiła podekscytowana
- Na za tobą też, no i... Dziękuję - poklepałam przyjaciółkę po plecach
- Idziemy ? - spytała chwilę później, gdy się od siebie odkleiłyśmy
- Pewnie - posłałam jej uśmiech
- Musisz mi wszystko opowiedzieć - wzięła mnie pod rękę
Droga do auta nie była długa. Wpakowałam walizkę do bagażnika, po czym zajęłam miejsce obok Kat, która odpaliła silnik.
- No to opowiadaj co tam się stało - powiedziała, zgrabnie wyjeżdżając z miejsca parkingowego
- Hm... Pojechałam z całą ekipą do L.A, to wiesz - zaczęłam - No i na początku wszystko było ok... Ale później Max zaczął się do mnie przystawiać, co zaczęło mnie wkurzać i krępować, a z kolei pomiędzy mną, a Sykesem często dochodziło do kłótni. Dzisiaj Nathan w końcu poszedł pogadać z Łysym. Przed rozmową obiecał, że siebie nie tkną. No ale oczywiście, jak można się domyślić, nie dotrzymał obietnicy i dali sobie parę razy w twarz. Więc się zdenerwowałam, spakowałam manatki i na jakiś czas wróciłam. Miałam dosyć takiej atmosfery, oraz zachowania Natha. Oczywiście on tylko może się domyślać gdzie teraz jestem, gdyż nie poinformowałam go o wyjeździe. To chyba na tyle - wzruszyłam ramionami
- Wiesz, mówiąc między nami, to wolę żebyś była z Maxem niż Sykesem - wyznała po chwili namysłu 
Podniosłam brew - Mówiąc między nami, to kocham mojego chłopaka i nie zamieniłabym go na nikogo innego. Tyle w temacie. - ucięłam troszkę za ostro, ale lekko mnie zdenerwowała
- Okay, okay. Ja tylko tak mówiłam... - mruknęła, skupiając wzrok na drodze
Westchnęłam głośno - No dobra, nie ważne. Mów co u ciebie. Jak praca i w ogóle - uśmiechnęłam się
- Ogólnie jest dobrze. Zdecydowanie lepiej jest mi tutaj. W rodzinnym mieście, niż na wyspach - powiedziała - No i oczywiście musisz kogoś poznać - zaśmiała się, po czym klepnęła mnie w kolano
- Och, z przyjemnością - zawtórowałam dziewczynie
Parę minut później byłyśmy przed domem moich rodziców. Wzięłam swoje manatki i zaprosiłam Kat do środka, jednak dziewczyna grzecznie odmówiła, twierdząc, że ma trochę roboty papierkowej. Podziękowałam jej więc za podwózkę. 
Zadzwoniłam domofonem. Chwilkę później usłyszałam łagodny, kobiecy głos, pytający kto tam.
- Mamo, wpuścisz mnie ? - uśmiechnęłam się delikatnie
- Melanie ! Dziecko, już otwieram ! - ucieszyła się, a sekundę później otworzyła furtkę
Sama wyszła z domu i wpadłyśmy sobie w ramiona.
- Ale za tobą tęskniłam - wyszeptałam
- Oj kochanie, nawet nie masz pojęcia jak my tęskniliśmy za tobą - odpowiedziała szeptem - Tak w ogóle to trzeba było nas uprzedzić, że przyjedziesz ! Coś bym ugotowała dobrego, cokolwiek ! - odsunęła się trochę
- Oj mamo, ty zawsze dobrze gotujesz - posłałam jej szeroki uśmiech - A szczerze mówiąc to przyjazd był nieplanowany - westchnęłam cicho
- Dziękuję kochanie - powiedziała, wciąż się uśmiechając
Zmierzyła mnie wzrokiem od góry do dołu - Pofarbowałaś włosy, ładnie ci - stwierdziła, a ja przewróciłam oczami - Oj, dzięki mamo - mruknęłam, machając ręką
- Chodźmy do domu, co ? - zaproponowała, sięgając po moją walizkę
- Ja wezmę - stwierdziłam szybko i ruszyłyśmy w stronę budynku
- Hej tato ! - krzyknęłam na wejściu
Mój rodziciel praktycznie wybiegł z kuchni, po czym wylądowałam w jego ramionach - Cześć słoneczko - cmoknął mnie w czubek głowy i poczochrał po włosach
Parsknęłam śmiechem. Chwilę później odsunęłam się od ojca - Ładnie tu pachnie - stwierdziłam, idąc do kuchni
- A, twój tato bawi się w kucharza - zachichotała mama
- Och - zawtórowałam jej - I jak ?
- No muszę przyznać, że całkiem nieźle mu idzie - pocałowała mężczyznę w policzek, a ten objął ją ramieniem 
- Jak dobrze być w domu - westchnęłam, na chwilę zamykając oczy 
- Słońce, może pójdziesz się rozpakować i odświeżyć po podróży ? - zaproponowała moja mama
- Ok - mruknęłam 
Wzięłam walizkę, wtargałam ją po schodach (pomimo sprzeciwów taty, który upierał się, że jest ciężka i on mi ją wniesie). Otworzyłam drzwi od mojego pokoju. Wszystko było na swoim miejscu. Walnęłam się na łóżko i po prostu, ot tak, popłakałam. Dosyć długi czas leżałam, rycząc cicho w poduszkę. 
Już tęskniłam za Nathanem, jego głosem, dotykiem, niezwykłymi pocałunkami... Ale koniec końców sama podjęłam decyzję o wyjeździe. Nikt mnie do tego nie zmuszał, wręcz przeciwnie. On chciał żebym została. Chciał tu przyjechać ze mną. 
Położyłam się na boku i kciukiem głaskałam poduszkę, jednocześnie pociągając nosem. 
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi, które jednocześnie delikatnie się uchyliły.
- Mel, zjesz z nami kolację ? - usłyszałam mamę 
- Oh, nie, dzięki - powiedziałam, wtulając się w poduszkę, gdyż nie chciałam, żeby zauważyła moje czerwone oczy, albo usłyszała, że mój głos troszkę się trzęsie
- Jesteś pewna ? 
- Tak mamo. Dziękuję, ale nie mam ochoty, przepraszam 
- Nic się nie stało kochanie - stwierdziła - Odpocznij sobie 
- Dzięki - mruknęłam
Usłyszałam jak drzwi się zamykają. W pewnej chwili przypomniałam sobie, że nie wyłączyłam trybu samolotowego. Zaczęłam grzebać w torebce, szukając telefonu. Na szczęście chwilę później trzymałam go w dłoni. Gdy tylko z powrotem przywróciłam mu wszystkie funkcje zasypały mnie wiadomości i nie odebrane połączenia. Trzydzieści było od Nathana. Max również dzwonił. Ponad dwadzieścia czerwonych słuchawek należało do niego. Westchnęłam głośno, kasując po kolei powiadomienia. Nagle telefon znów zaczął dzwonić. Odruchowo spojrzałam na ekran - Kelsey 
Zawahałam się. Nie odebrałam połączenia. Wyciszyłam komórkę, wsadziłam ją do kieszeni, po czym zeszłam na dół 
- Smacznego - rzuciłam, nakładając trampki 
- Dziękujemy - mruknął tato, nawijając kolejną porcję makaronu na widelec 
- Gdzie się wybierasz ? - spytała mama 
- Eh, idę na spacer - puściłam jej oczko - Chcę zobaczyć co tam słychać w starej okolicy
Skinęła głową ze zrozumieniem, a ja wyszłam z domu. Chodziłam dobrze znanymi uliczkami bez celu, myśląc nad tym wszystkim, co wydarzyło się w ciągu ostatnich dni. Nagle ktoś na mnie wpadł.
- Przepra... - urwał, patrząc na mnie
Zrobiłam wielkie oczy - Daniel ?! - pisnęłam zaskoczona, z bananem na twarzy
- Boże, Melanie ! Tyle lat ! Ale się zmieniłaś... - zmierzył mnie od góry do dołu
- No wiesz, ty też - parsknęłam śmiechem - W końcu od trzeciej gimnazjum się nie widzieliśmy ! 
- Opowiadaj co tam u ciebie - powiedział szybko 
- Hm... Mieszkam w Anglii obecnie - stwierdziłam 
- O ! Super ! - klasnął w dłonie - I jak ? Podoba ci się tam ? 
- Nie mogę powiedzieć, ładnie jest - posłałam blondynowi uśmiech - Ale dosyć tłoczno 
- E, w końcu to Wielka Brytania, nie ? - zaśmiał się i wziął mnie pod rękę 
- No jakby nie patrzeć, to masz rację 
- Ba - zachichotał - Masz może ochotę na kawę ? - spytał 
- Chłopie, jeśli się teraz napiję kawy to do jutra nie zasnę ! 
- Ups. W takim razie może herbatę ? Ciastko i herbatę ? No nie daj się prosić - zrobił oczka szczeniaczka
Przewróciłam oczami - Dobra, niech ci będzie 
Poszliśmy do najbliższej, niedużej kawiarenki. Oboje zamówiliśmy czarną herbatkę i bezę. Zajęliśmy miejsca na dworze, ponieważ była piękna pogoda. Mój kumpel co jakiś czas mi się przyglądał - Idziesz gdzieś na studia ? - spytał po chwili ciszy 
- Szczerze mówiąc to nie mogę się zdecydować, a na dobrą sprawę powinnam - powiedziałam 
- Racja. Może mogę jakoś pomóc ?
- Na razie chyba nie, ale dzięki za troskę - uśmiechnęłam się delikatnie
- Mel ? 
- Tak ? - spojrzałam na blondyna 
- Jak tam u ciebie ze sprawami sercowymi ? 
- A no dobrze, mam chłopaka w Anglii - mruknęłam, starając się choć trochę schłodzić gorący napój poprzez dmuchanie 
- O ! To super ! - klasnął w dłonie - Gratuluję
- Dziękuję - posłałam mu szeroki uśmiech 
- Pamiętasz jak znalazłem ci chłopaka w piątej klasie ? - parsknąl niepohamowanym śmiechem, a ja wraz z nim
- To było dziwne - jęknęłam, biorąc na widelczyk ostatni kawałek ciacha
- Tak jak większość moich pomysłów - wyznał, dopijając herbatę 
- Przyznaję, że nocowanie w namiocie na hm... Parkingu przy McDonald's nie było normalne... 
- Oh, zdarza się przecież. Ale widzisz, przynajmniej teraz mamy co wspominać - uśmiechnął się 
- Racja - odwzajemniłam gest - Dobra, ja się będę zwijać. Dzięki za rozmowę 
- Nie ma sprawy. Podałabyś mi swój numer telefonu ? - poprosił
- Jasne, nie ma problemu - stwierdziłam, po czym zapisałam się na liście kontaktów
- Dzięki. Mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy, co ? - puścił mi oczko
- No pewnie - zachichotałam
- A w ogóle to na ile zostajesz ? - spytał
- Jeszcze nie wiem, myślę, że tydzień pobędę. To zależy...
- No to super ! Może wpadłabyś do mnie na ognisko w sobotę ? Będą starzy znajomi, może trochę nowych... O ! No i poznasz moją dziewczynę ! Polubicie się, zobaczysz ! - nawijał z entuzjazmem
- Zobaczę jak będzie z czasem, ok ? - stwierdziłam - Ale z chęcią poznam twoją drugą połówkę, podrywaczu - żartobliwie dźgnęłam blondyna w bok, na co przewrócił oczami
- Oprócz włosów, to w ogóle się nie zmieniłaś - powiedział
- Oj tam - mruknęłam - Dobra, ja lecę - szepnęłam i przytuliłam mojego kumpla
On szybko odwzajemnił gest - Do zobaczenia
- Do zobaczenia - odsunęłam się od chłopaka, po czym poszłam do domu
Po przekroczeniu progu zdjęłam buty, po czym odłożyłam je na niewielką półeczkę.
- Wróciłam ! - poinformowałam domowników, kierując się w stronę schodów
- Dobrze, dobrze - usłyszałam mamę
- Gdzie tato ? - spytałam, zatrzymując się na chwilę
- Poszedł do ogrodu. Chyba podlać kwiaty, a czemu pytasz ? 
- Tak po prostu chciałam wiedzieć - wzruszyłam ramionami, po czym w ciszy poszłam do swoich czterech kątów
Skuliłam się na łóżku, przyciągając poduszkę do siebie i od tak się rozpłakałam. Zaczęło brakować mi Nathana. Pomimo kłótni, tego wszystkiego co ostatnio między nami się działo. Po prostu tęskniłam.
Powoli podeszłam do walizki i zaczęłam przeszukiwać rzeczy, szukając jakiejś bluzki i spodenek do spania. Wyjęłam jasny t-shirt, po czym przewinęłam go na prawą stronę.
Była to koszulka Natha. Spojrzałam na nią jeszcze raz, zagryzając wargę. Westchnęłam głośno, wzięłam pierwsze szorty z brzegu, po czym poszłam do łazienki. Dosyć szybko się w niej ogarnęłam. Wyszłam z włosami związanymi w niedbałego koka, ubrana w za dużą, Nathanową koszulkę i szare szorty. Poczłapałam z powrotem do swoich czyterech kątów, po drodze zahaczając jeszcze o kosz z brudnymi ubraniami. Od razu walnęłam się na łóżko i nawet nie wiedząc kiedy, zasnęłam.




-----
Hej Wam !
Dzisiaj troszkę krótszy wyszedł, ale mam nadzieję, że się podobał :) Coraz bliżej 50 rozdziału ! UHUHUHUHUHUHUHUHU ależ ten czas leci !
Co tam u Was ? Jak się czujecie ? Jak wakacje ? Już miesiąc minął :o NIESTETY !
Na razie się z Wami żegnam kochane i lecę oglądać Wilka z Wall Street :'D (Chyba czwarty raz już :D)
Do nexta !
Buuuuuuuuuuziaczki ! :**********

PS. Bardzo, ale to baaaaaaaaardzo dziękuję za wszystkie komentarze pod ostatnimi rozdziałami :)

wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział czterdziesty ósmy

- W sobotę wracam do domu - powiedziałam
- Dlaczego ? Na ile !? - chłopak gwałtownie się podniósł
- Nie wiem, może na tydzień, dwa. Po prostu muszę odwiedzić rodziców... - podniosłam się
Nathan skinął delikatnie głową - I ?
- Myślę, że powinniśmy trochę... od siebie odpocząć - powiedziałam przyciszonym głosem
- Chwi... Chwila chwila. Odpocząć ? Jak to odpocząć ? - przeczesał włosy, ciągnąc za końcówki
- Normalnie - westchnęłam - Ciągle dochodzi pomiędzy nami do spięć...
- Jak ciągle ? No jak to ciągle ?! Od kiedy ?! - podniósł głos
- Nie krzycz do mnie, bo nie jestem głucha - zakomunikowałam - Od momentu tej imprezy na której byłeś.
- Ale jak ? Melanie. Proszę cię - podszedł do mnie
- Nathan, przecież to tylko parę dni - powiedziałam, jakbym sama próbowała się do tego przekonać
- Dla mnie jeden dzień bez ciebie to wieczność. Powiedz jak bym miał wytrzymać chociażby tydzień ? No jak ? - ujął moje dłonie - Proszę zostań. Za niecałe dwa miesiące pojedziemy tam razem. Co ty na to ? - uśmiechnął się delikatnie
- Nath... Nie wiem - powiedziałam bez przekonania
- Proszę - szepnął - Słońce - pogłaskał mnie kciukiem w wewnętrzną część nadgarstka
- Tęsknię za nimi - wyznałam i wtuliłam się w chłopaka, który zamknął mnie w mocnym uścisku
- Wiem jak się czujesz - wyszeptał w moje włosy
W odpowiedzi wciągnęłam głośno powietrze. Sama już nie wiedziałam czego chcę, zupełnie. Nie miałam pojęcia. Najpierw się z nim kłócę, oznajmiam, że wyjeżdżam, a chwilę później ląduje w jego ramionach. Co ze mną nie tak ? 
- Przepraszam cię za te wszystkie kłótnie - szepnął, głaszcząc mnie po plecach
- Okay - odsunęłam się trochę od chłopaka - Ale pogadasz dzisiaj z Maxem ? - spytałam
- Pewnie - posłał mi delikatny, pełen ulgi uśmiech
- Dziękuję - pocałowałam bruneta w policzek
- Nie ma za co
- Tylko na spokojnie rozmawiajcie, ok ? - spojrzałam na swojego chłopaka
- Postaram się - mruknął
- Nathan.
- Dobra, dobra. Nic mu nie zrobię. O to się nie martw. Musimy jakoś wyglądać, bo jutro zaczynamy kręcić ten serial - przewrócił oczami - Wiesz, Scooter by nas pozabijał w innym wypadku - puścił mi oczko
Posłałam mu uśmiech, starając się, aby był jak najbardziej przekonujący oraz naturalny i usiadłam na łóżku. Spojrzałam na laptopa, który po chwili już znajdował się na moich kolanach, włączony, dzwoniący do rodziców.
Nath posłał mi ciepły uśmiech. Podszedł do mnie i pocałował w czubek głowy - Idę przeprowadzić męską rozmowę - szepnął
- Trzymaj się - cmoknęłam chłopaka w nos
- A ty pozdrów rodziców - kolejny raz puścił mi oczko, po czym wyszedł z pokoju


Perspektywa Nathana

Ruszyłem w stronę drzwi od pokoju Łysego. Zapukałem, a właściwie walnąłem w nie pięścią dwa razy. Już od dłuższego czasu byłem na niego wkurzony, ale całą złość dusiłem w sobie. Aż do teraz.
Walnąłem w drzwi jeszcze raz, gdyż nie było odpowiedzi. Odsunąłem się trochę od nich, słysząc kroki.
- Co tak się dobijasz ? - zobaczyłem Maxa i z trudem powstrzymałem się od przywalenia mu w twarz
- Musimy sobie poważnie porozmawiać - warknąłem, zamykając za sobą drzwi
- O czym ? - spytał od niechcenia
- O mojej dziewczynie - warknąłem, popychając chłopaka na ścianę
- Woah - zaśmiał się - A co ty nagle tak się zacząłeś przejmować ?
- Zawsze się przejmowałem ! - podniosłem głos - Co ty do cholery sobie myślisz ?! Myślisz, że jestem tak tępy, że nie widzę jak kleisz się do mojej dziewczyny ?! Jak rozbierasz ją wzrokiem ?!
- Nie nadajesz się dla niej - prychnął, a ja zacisnąłem dłonie w pięści
- A niby ty się nadajesz ? - parsknąłem z pogardą
- Bardziej od ciebie, szczeniaku - odepchnął mnie - Nie chcę patrzeć jak ona będzie przez ciebie cierpiała
- Nigdy jej nie skrzywdzę ! - krzyknąłem - Ja ją kocham ! I nie pozwolę, żeby taki dupek jak ty cokolwiek między nami zmienił
- Co gówniarzu, boisz się, że odbiorę ci dziewczynę, którą traktujesz jak kolejną zabawkę ? - znów mnie popchnął
- Ja ją kocham ! - warknąłem, po czym walnąłem Łysego w twarz
- Co ty wiesz o miłości ? - syknął, łapiąc się za obolały policzek
- Więcej niż ty - parsknąłem 
W odpowiedzi oberwałem w nos. Zaczęliśmy się odkładać. Po paru minutach opuściłem pokój i poszedłem do łazienki w której się zamknąłem. 
Nachyliłem się nad umywalką. Zobaczyłem jak kapią na nią pojedyncze, szkarłatne krople. Podniosłem głowę, patrząc w lustro. Z nosa, brwi oraz wargi leciała mi krew i spływała po brodzie, a później szyi. 
Nagle usłyszałem pukanie do drzwi. 
- Zajęte - syknąłem 
- Nathan. - usłyszałem łagodny głos Mel - Otwórz. Proszę 
Bez wahania podszedłem do drzwi i nacisnąłem klamkę. 

Perspektywa Melanie


Wiedziałam, że mnie nie posłuchał. Gdy tylko usłyszałam jak wychodzi z pokoju Georgea i kieruje się do łazienki... Nie miałam żadnych wątpliwości. Wyszłam z pokoju, po czym ruszyłam w stronę toalety. Zapukałam delikatnie.
- Zajęte - syknął, właściwie wydusił przez zęby
- Nathan. - westchnęłam - Otwórz. Proszę
Chłopak po chwili uchylił drzwi. Zobaczyłam jego zakrwawioną twarz i zachciało mi się płakać. Bez słowa weszłam do pomieszczenia, po czym zamknęłam za sobą drzwi. 
- Trzeba to przemyć - oznajmiłam 
Brunet skinął głową. Usiadł na brzegu wanny i spokojnie czekał. 
Wyjęłam parę gazików z szafki, oraz płyn do dezynfekcji.
Zaczęłam czyścić chłopakowi rany - Nath... Przecież cię prosiłam... Obiecałeś, że go nie tkniesz... - szepnęłam, odgarniając bardzo delikatnie włosy z jego czoła
- Wiem... - jęknął - Przepraszam 
Westchnęłam, biorąc kolejny namoczony gazik. Zaczęłam delikatnie oczyszczać wargę bruneta, a mój wzrok co chwilę mimowolnie lądował na malinowych ustach chłopaka. 
- Jesteś zła ? - spytał 
- Nie - szepnęłam - Jest mi tylko przykro - oparłam dłoń na obojczyku bruneta
- Mel... Ja cię tak strasznie przepraszam - wyszeptał - Po prostu nie wytrzymałem... 
- Jasne, rozumiem - skinęłam głową, kończąc oczyszczanie ran - Musisz umyć twarz. Później założę ci plastry 
- Dziękuję - ujął moją twarz w dłonie i pocałował w czoło
- Proszę - szepnęłam, po czym odsunęłam się od chłopaka 
Usiadłam na skraju wanny, czekając aż zmyje całą krew. Chwilę później już można było zakleić rany. 
- Co ja bym bez ciebie zrobił ? - chłopak patrzył mi w oczy, jednocześnie muskając kciukiem mój policzek
- Sam byś się opatrzył. Właściwie to nawet byś nie musiał, bo najprawdopodobniej całej tej sytuacji by nie było - powiedziałam ostrzej niż zamierzałam i odsunięłam się trochę od bruneta
- Mel... Przepraszam Cię. Przecież wiesz, że nie chciałem, że mnie poniosło... - zrobił krok w moją stronę 
- Wiem. - skinęłam głową - Zejdę na dół wyrzucić te wszystkie brudy - powiedziałam, kierując się do wyjścia
- Słońce - poczułam jak chłopak muska opuszkami moją szyję i ramię - Nie gniewaj się na mnie - szepnął całując mnie za uchem
- Mówiłam ci, że się nie gniewam - powiedziałam stanowczo, idąc w stronę wyjścia
- Przecież widzę...
- Ile razy jeszcze mam tobie powtórzyć, że się NIE gniewam, co ? - parsknęłam, po czym wyszłam z pomieszczenia
Skierowałam się w stronę schodów. Nagle, kątem oka zauważyłam Maxa, walącego pięściami w ścianę. Niewiele myśląc weszłam po cichu do pokoju, zamykając za sobą drzwi.
- Max... - szepnęłam - Przestań, proszę - złapałam go za ramiona
Drgnął delikatnie, pod wpływem mojego dotyku. Posłuchał mnie. Odsunął się od ściany , jednak nadal na nią patrzył. 
- Daj spokój - powiedziałam - Bicie ściany i ranienie się nic nie da - zauważyłam
Chłopak wzruszył ramionami - A co mam robić ? - spytał chłodno 
Nie wiedziałam zbytnio co odpowiedzieć. Staliśmy w ciszy dobrą chwilę. Bez słowa ujęłam jego dłoń, która była lekko zakrwawiona, przez rany na kłykciach. Westchnęłam głośno - Trzeba to odkazić i owinąć 
Łysy wzruszył ramionami na znak uległości. Zaprowadziłam chłopaka do łazienki i przemyłam mu dokładnie rany, po czym je opatrzyłam.
- Dziękuję - szepnął, całując mnie w policzek
- Nie ma za co - wymusiłam uśmiech
- Mel ? - spojrzał na mnie
- Słucham ?
- Coś się stało ? - spytał
- Nie, nie - zaprzeczyłam
- Na pewno ? Widzę, że chyba coś jest nie tak - westchnął
- Poza tym, że pobiłeś Nathana, to nic - burknęłam
- Sam się na mnie rzucił z łapami. Ja tylko się broniłem - podniósł ręce w geście obronnym
- Nie wiem jak było, ale zupełnie mi się to nie podoba - zakomunikowałam, po czym wyszłam z łazienki
Zeszłam na dół, wyrzuciłam śmieci i wróciłam z powrotem do pokoju. Zaczęłam układać swoje rzeczy w kosteczki. Nagle, parę dobrych minut później do pomieszczenia wszedł Nathan. 
- Kochanie, jedziesz z nami na spotkanie ze Scooterem ? - spytał szybko
- Niestety nie mogę, chciałbym tu ogarnąć - powiedziałam
- Oh... No dobrze - westchnął, po czym posłał mi uśmiech - Powinniśmy być za jakieś dwie godziny, nie więcej - pocałował mnie szybko w policzek
- Jasne - mruknęłam - Powodzenia 
- Dzięki - jeszcze raz się uśmiechnął, po czym wyszedł z pokoju 
Zaczekałam, aż wszyscy wyjdą. Wyciągnęłam walizkę i zaczęłam pakować wszystkie swoje rzeczy. Po niecałej godzinie byłam spakowana. Bilet lotniczy do Polski miałam załatwiony. Jedyne co zostało to... Jakaś karteczka tłumacząca moją decyzję. 
Usiadłam za biurkiem i zaczęłam gryźć długopis, zastanawiając się co napisać. W końcu skleciłam coś takiego : 

"Musiałam wrócić do domu. Mam nadzieję, że domyślasz się dlaczego. - Melanie"

Zostawiłam kartkę na łóżku, wzięłam walizki i wyszłam z villi. Przed bramą już czekała na mnie taksówka. Kierowca pomógł mi wpakować bagaż do bagażnika. Wsiadając podziękowałam mu, po czym podałam cel jazdy. Mężczyzna uśmiechnął się do mnie delikatnie i ruszył w wyznaczone miejsce. Podczas podróży miałam ochotę się rozpłakać, jednak twardo się trzymałam. W końcu po około dwudziestu minutach byłam na miejscu. Zapłaciłam taksówkarzowi, wzięłam bagaż i poszłam na lotnisko. Spojrzałam na zegarek, stwierdzając, że do lotu mam ponad czterdzieści minut. Postanowiłam zadzwonić do Kat i poinformować ją o tym iż przylatuję. Pierwszy sygnał, drugi...
- Melanie ?! - dziewczyna pisnęła w słuchawkę 
- No ! - zachichotałam cicho, gdyż od razu udzielił mi się jej nastrój
- Boże, mów co słychać ! - powiedziała z entuzjazmem 
- Wiesz, właśnie siedzę na lotnisku... - szepnęłam, bawiąc się rączką od walizki
- O ! A gdzie to się wybierasz moja droga ? - spytała, wyraźnie zaciekawiona 
- A tak sobie pomyślałam, że fajnie by było odwiedzić rodzinkę... - mruknęłam
- O jezu ! Wracasz ?! Na ile ?! Rodzice już wiedzą ?! - mówiła coraz szybciej
- Nie wiem i nie, nie wiedzą - powiedziałam
- Ej mała, coś się dzieje ? - spytała
- W domu pogadamy, muszę kończyć - stwierdziłam - Trzymaj się, no i nic nie mów moim rodzicom !
- Dobra, dobra. Masz to jak w banku młoda - mogę się założyć, że puściła mi oczko - A ! Mel ! Przyjechać po ciebie ? - spytała na koniec
- Jak ci się chce to pewnie ! Będę w domu około 17, trzymaj się !
- Pa - powiedziała, po czym zakończyła połączenie
Westchnęłam głośno i skierowałam się na odprawę.




-----
Hej Wszystkim :)
Co tam u Was ? Mam nadzieję, że wszystko dobrze :)
Co myślicie o rozdziale ? Ja osobiście nie jestem z niego zadowolona, bo muszę przyznać, że z trudem skleciłam go w jedną (mniej więcej) sensowną całość, przez wenę, która atakowała pełną parą, a po chwili odpuszczała :c
AHHHHHHHHH no i jadę 16 sierpnia na mecz w Warszawie! Real Madryt - Fiorentina erhgeaiugetfhdftfth ♥ Ależ się cieszę ! Już nie mogę się doczekać ♥♥♥
No to do nexta kochane :)
3majcie się :*


PS. Chciałam Wam jeszcze ogroooooooooooomnie podziękować za ponad 100000 wyświetleń ! Jejku, aż nie mogę w to uwierzyć ! osafdvnodvniourvf ♥ 

piątek, 18 lipca 2014

Rozdział czterdziesty siódmy

Spojrzałam w lustro, obracając się. Wszystko leżało idealnie, jednak wiedziałam, że nie mogę wziąć tej bielizny. Patrzyłam na siebie jeszcze przez chwilę.
- I jak kochanie ? - usłyszałam mojego chłopaka
- Niestety nie pasuje - skłamałam
- Pokaż - powiedział
- Nie, nie ma takiej potrzeby - stwierdziłam
Nagle kątem oka zobaczyłam, jak brunet wślizguje się do przymierzalni. Westchnęłam głośno - Mówiłam ci, żebyś nie wchodził - spojrzałam na jego odbicie zrezygnowana
Nath zmierzył mnie od góry do dołu - Wiesz, jakoś ci nie wierzyłem - musnął opuszkami moje nagie ramię i obojczyk - Wyglądasz niesamowicie - wyszeptał patrząc w lustro
Przygryzłam policzek od środka - Mogę się przebrać z powrotem w swoje ubrania ?
- Musisz ? - mruknął
- No raczej
- To ja czekam przy kasie - uśmiechnął się
- Nie ! - powiedziałam stanowczo
- Dlaczego ? - spytał zdziwiony - Nie podoba ci się ?
- Nie o to chodzi - szepnęłam - Po prostu nie, dobrze ? - odwróciłam się do bruneta
- Słońce no - oparł swoje czoło o moje
- Dobrze ? - powtórzyłam spokojnie, ale zdecydowanie
Chłopak rozchylił usta aby coś powiedzieć, jednak nie wydobył z siebie żadnego dźwięku. Patrzył na mnie przez chwilę, delikatnie przygryzając wargę
- To jak będzie ? - spytałam
- Uparta jesteś
- Wiem Nath - zaśmiałam się - Dobra, daj mi się przebrać - wypchnęłam go z przymierzalni i włożyłam na siebie z powrotem ubrania
Zabrałam bieliznę i podałam ją ekspedientce, mówiąc, że niestety nie pasuje, po czym się pożegnałam. Kobieta westchnęła, posyłając mi delikatny uśmiech. Ja z kolei wzięłam Nathana za rękę i wyszliśmy ze sklepu. Chłopak patrzył na mnie wzrokiem bazyliszka. Dosłownie.
- Przestań - powiedziałam
- O co ci chodzi ? - spytał
- O twój wzrok. Nie patrz tak na mnie - wyjaśniłam
Brunet przewrócił oczami - Czemu nie chciałaś tamtej bielizny ? Wyglądałaś niesamowicie, cholernie seksownie - mruknął mi do ucha
- Była strasznie droga. Poza tym kupiłeś mi wiele rzeczy, które nie były tanie Nath - stwierdziłam
- Oj Mel - jęknął z bezsilności - Już ci tłumaczyłem przecież, że cena nie gra roli - szepnął
- Ale dla mnie gra. Źle bym się czuła ze świadomością, że wydałeś na mnie tyle pieniędzy. I tak już źle się z tym czuję - powiedziałam poważnie - Poza tym, moglibyśmy skończyć dyskusję na ten temat ? - poprosiłam
- Pewnie - westchnął, obejmując mnie w talii - Pójdziemy na jakąś kawę ? - zaproponował - Tak na zakończenie zakupów ?
Uśmiechnęłam się delikatnie i skinęłam głową. Ruszyliśmy do pobliskiej kawiarenki. Zajęliśmy stolik w kącie, przy oknie. 
- To na co masz ochotę ? - spytałam, patrząc na menu na ścianie 
- Nie wiem, chyba wezmę Latte - powiedział
Skinęłam głową - Zaraz wracam - posłałam brunetowi całusa i ruszyłam złożyć zamówienie. Chwilę później byłam z powrotem. Zastałam Nathana bawiącego się telefonem.
- Co tam tak dzióbiesz, huh ? - mruknęłam, siadając obok Sykesa
- A patrzę na powiadomienia na Twitterze - jęknął - Masa tego
Spojrzałam chłopakowi przez ramię - O rany - powiedziałam takim samym tonem
- Zaraz przyjdę - stwierdził, po czym wyszedł do toalety
W tej samej chwili usłyszałam znajomy głos, wypowiadający radośnie moje imię. Odwróciłam się szybko i zobaczyłam Maxa. Zrobiłam wielkie oczy.
- Co ty tu robisz ? - spytałam
- Hej Mel, też się cieszę, że cię widzę - zachichotał
- Co ty tu robisz ? - powtórzyłam
- Akurat tędy przechodziłem no i cię zobaczyłem, więc pomyślałem, że wstąpię tu do ciebie, żebyś tak samotnie nie siedziała - wzruszył ramionami
Ta, jasne. Na pewno tędy przypadkiem przechodziłeś, cóż za zbieg okoliczności. 
- Jestem tu z Nathanem - powiedziałam
- To gdzie on jest ? - spytał
- W toalecie - warknęłam - Nie chcę być niemiła, ale mam towarzystwo, więc możesz sobie iść
- Jednak z chęcią z tobą, przepraszam, wami posiedzę - uśmiechnął się ironicznie, po czym poszedł odebrać moje zamówienie
Westchnęłam głośno. Co chwilę spoglądałam w stronę toalet z nadzieją, że Nathan zaraz przyjdzie. Max zdążył już wrócić z kawami. Podał mi jedną, po czym zajął miejsce obok mnie. Delikatnie się odsunęłam, dając do zrozumienia iż czuję się niekomfortowo. Łysy jednak nie zwracał na to uwagi.
Nagle zobaczyłam Natha, idącego z jakimś chłopakiem w jego wieku. Widać było, że znają się dość dobrze.
- Mel to... O Max, co ty tu robisz ? - spytał zdziwiony brunet
- Siedzę - parsknął i upił łyka z mojej filiżanki
Myślałam, że spalę się ze wstydu. Jednak zachowałam zimną krew. Posłałam serdeczny uśmiech nieznajomemu oraz Sykesowi.
- A więc, Melanie, to mój przyjaciel Ollie Marland, Ollie, to moja dziewczyna Melanie Rafford - chłopak nas przedstawił
Uścisnęliśmy sobie dłonie i posłaliśmy uśmiechy.
- Hej Max - rzucił jeszcze Ollie, po czym zwrócił się do Nathana - Stary, nie mówiłeś, że masz dziewczynę - szepnął i dźgnął go w bok
- Em - brunet podrapał się w tył głowy - Widocznie nie było okazji - powiedział przyciszonym głosem
- Przecież kiedy byliśmy w klubie... - Marland urwał, widząc spojrzenie Sykesa
Podniosłam brew, patrząc na mojego chłopaka wymownie. Nie miałam zamiaru robić mu żadnych scen, przynajmniej nie tutaj. Chciałam tylko, żeby wiedział, że wszystko słyszę i odległość dwóch metrów nie jest wystarczającą odległością do takich rozmów.
- Dobra, to erm... Ja muszę iść, mam jeszcze dzisiaj wizytę w studiu. Miło było poznać - posłał nam wszystkim uśmiech, po czym wyszedł z kawiarni
Max spojrzał na mnie - Melanie, chcesz wyjść zapalić ? - spytał, kompletnie ignorując siedzącego obok Nathana
- Nie, dziękuję. Pojadę już do domu. - stwierdziłam
Brunet bez słowa się podniósł i podał mi kluczyki od auta. Poszedł za mną na parking. Ja wsiadłam do samochodu z trudem powstrzymując się od walnięcia drzwiami. Nie byłam zła. Było mi po prostu przykro. Miałam wrażenie jakby chłopak się mnie wstydził, wstydził się naszego związku. W końcu nie powiedział o mnie swojemu przyjacielowi ! I jeszcze próbował się tłumaczyć, że nie było czasu, okazji... Szkoda gadać. Bez słowa odpaliłam maszynę i wyjechałam na ulicę. Droga minęła nam w grobowej ciszy. 
Ostatnio między mną a Nathanem ciągle dochodzi do jakichś spięć. Może powinniśmy od siebie odpocząć ? To pytanie coraz częściej mnie nurtuje. Może... może powinnam na jakiś czas wrócić do Londynu ? Albo do Polski ? Przy okazji odwiedziłabym moich rodziców, których przecież już tak dawno nie widziałam. To nie jest najgłupszy pomysł. 
Zaparkowałam auto na podjeździe. Zgasiłam silnik i powoli, w zamyśleniu wyjęłam kluczyki ze stacyjki.
- Wstydzisz się mnie ? - spytałam szybciej niż pomyślałam
- Co ? - chłopak spojrzał na mnie swoimi zdziwionymi, zielono-niebieskimi oczyma
Zagryzłam wargę, wzdychając głęboko - Słyszałeś - szepnęłam
- Nie - powiedział - Nie wstydzę się ciebie. Za nic w świecie ! - mówił - Przecież wiesz, że cholernie cię kocham ! Jak mógłbym się ciebie wstydzić ? Nas ? Melanie...
Spojrzałam na bruneta - Skoro tak, to dlaczego nawet o mnie nie wspomniałeś swojemu przyjacielowi ?
- Zaczął by cię podrywać przy najbliższym spotkaniu... Nie chciałem tego - westchnął - Kochanie zobacz. Gdybym się wstydził naszego związku, czy powiedziałbym tak do ciebie w obecność fanek ? - spytał
- Nie wiem - jęknęłam - Nic nie wiem - schowałam twarz w dłoniach
Chłopak wysiadł z auta, po czym usłyszałam jak drzwi od mojej strony się otwierają, a później brunet zamyka mnie w mocnym uścisku i całuje w czubek głowy.
- Chodź do domu - szepnął
Skinęłam delikatnie głową, Nathan objął mnie ramieniem, po czym ruszyliśmy w stronę budynku. Gdy do niego weszliśmy przywitała nas cisza. Spojrzeliśmy na siebie nieco zdziwieni. Postanowiliśmy pójść do sypialni. Gdy wchodziliśmy po schodach usłyszeliśmy jęki dochodzące z pokoju Toma i Kels. Podniosłam brew, jednocześnie starając się nie wybuchnąć śmiechem. Widziałam, że mój chłopak z trudem się hamuje.
- Może... Pójdziemy po zakupy ? - szepnął mi do ucha
- Dobra - skinęłam głową, zakrywając usta dłonią
Szybko opuściliśmy dom i w jednym momencie parsknęliśmy niepohamowanym śmiechem.
- No nieźle - uśmiechnął się do mnie Nath
- Mhm - zachichotałam, po czym pocałowałam chłopaka delikatnie
- Hej gołąbeczki ! - usłyszałam Maxa
Wciągnęłam ze świstem powietrze, starając się opanować - Cześć - wycedziłam
- Coś się stało ? - spytał 
Ty się stałeś, debilu. 
- Nic - powiedziałam już spokojniej - Zapomnieliśmy zakupów z auta 
- Oh, rozumiem. Może wam pomóc ? - zaproponował
- Poradzimy sobie jakoś - do rozmowy wtrącił się Nathan
- Ale może pomogę, będzie szyb... 
- George do cholery, o co ci chodzi ?! - mój brunet wyrzucił ręce w górę ze zdenerwowania 
- Mi ? O nic - chłopak spojrzał na mnie - Zupełnie o nic 
- Melanie, wiesz o co mu chodzi ? - Sykes skierował swoje spojrzenie na mnie 
- Nie - pokręciłam przecząco głową - Pójdźmy już po te zakupy - jęknęłam 
- Jasne - chłopak ujął moją dłoń i rzucił Maxowi pogardliwe spojrzenie 
- Mam go szczerze dosyć - powiedział, gdy znaleźliśmy się przy aucie 
Skinęłam tylko głową, po czym otworzyłam bagażnik z którego Nathan zaczął wyjmować zakupy. Ja, żeby było szybciej wzięłam ostatnie dwie torby. 
- Nie mam pojęcia dlaczego on się tak zachowuje - westchnął - To jest dziwne. Nigdy taki nie był... Zawsze byliśmy dla siebie jak bracia... 
- Spróbuję z nim dzisiaj porozmawiać - szepnęłam 
Sama miałam dosyć takiego zachowania ze strony Łysego. Pojawiał się wszędzie i zawsze gdy nie trzeba. To zaczynało być denerwujące. I to bardzo.
- Dzięki Mel - brunet posłał mi delikatny uśmiech - Ale nie ma takiej potrzeby. Sam z nim porozmawiam - stwierdził 
- Jesteś pewien ? - spytałam 
- Mhm - uśmiechnął się - Chodźmy.
Gdy weszliśmy do domu od razu na dzień dobry wrzasnęliśmy, że wróciliśmy, dzięki czemu istniało mniejsze prawdopodobieństwo iż będziemy wysłuchiwać jęków Thomasa i Kelsey. 
- Mel, daj te tobołki. Widać kogoś nie nauczono, że kobieta nie powinna nosić zakupów - stwierdził uszczypliwie Maximillian
- Dziękuję za pomoc, ale poradzę sobie. - powiedziałam grzecznie lecz stanowczo
Gdy wchodziliśmy po schodach czułam na sobie jeszcze spojrzenie Georgea, które w niemałym stopniu mnie krępowało. 
W końcu jednak dotarłam razem z moim chłopakiem do naszego pokoju. Postawiłam tobołki przy komodzie i opadłam na łóżko. Nathan postąpił tak samo. Obróciłam się tak, żeby leżeć bokiem do bruneta. 
- Nath... - szepnęłam po chwili 
- Słucham - spojrzał mi w oczy
- Ostatnio myślałam nad wyjazdem do Polski - stwierdziłam
- I ? - podniósł się lekko
- W sobotę wracam do domu - powiedziałam




-----
Hej hej hej ! Co tam u Was ? Jak Wam mija drugi tydzień wakacji ?
Mi na pisaniu :D Wena mnie dopadła :)
Macie jakieś plany na wolny czas ? Może gdzieś wyjeżdżacie ?
Ja niestety nie :) Jedynie w okolice Gdańska na miesiąc :)
Zostawcie po sobie komentarz, bardzo proszę :) Może uda się znów dobić do dziesięciu, hm ? :)
Buuuuuuuuziaki :*
I do nexta :)

piątek, 27 czerwca 2014

Rozdział czterdziesty szósty

Brunet patrzył na mnie, a ja widziałam, że nie ma najmniejszej ochoty odpowiedzieć na to pytanie.
- Nathan - odezwałam się w końcu - Powiesz mi, czy będziemy tak stać ?
- Słońce... - ujął moje dłonie - Tylko się nie złość... - szepnął
- No mów - westchnęłam
- Bo wypiłem i jakaś dziewczyna się do mnie przyczepiła... i... - wyszeptał, a mnie zatkało
- I zdradziłeś mnie ? - spytałam - Zdradziłeś ?! - wyszarpnęłam swoje dłonie z jego
- Nie, nie ! Tylko się całowaliśmy - powiedział
- Tylko ? Nathan ! - byłam bliska płaczu
- Kochanie, przepraszam. Ja nawet tego nie pamiętam, chłopacy mi powiedzieli ! Przepraszam Słoneczko... - próbował mnie objąć
- Zostaw mnie - warknęłam - To koniec ! - krzyknęłam zdenerwowana i pobiegłam do pokoju, gdzie zaczęłam pakować swoje rzeczy
- Melanie - słyszałam jak chłopak wali pięściami w zamknięte na klucz drzwi - Słońce !
Nie odezwałam się. Miałam wielką gulę w gardle. Niedbale wrzucałam ubrania do walizki. Później zabrałam się za kosmetyki i pozostałe rzeczy należące do mnie.
Zapłakana wyszłam z pomieszczenia.
- Mel ! Zostań ! Błagam ! Kocham cię ! - Nathan upadł na kolana
- Nie chcę cię znać - wydusiłam, nie patrząc na niego, nie umiałam
- Melanie - wyszeptał wstając - Powiedz mi to prosto w oczy - ujął moją twarz w dłonie
Przełknęłam głośno ślinę, po czym otworzyłam usta, aby cokolwiek wydusić lecz nie potrafiłam.
- Nathan ! - usłyszeliśmy wołanie - Nathan ! - rozpoznałam głos Thomasa, wchodzącego po schodach
Brunet nawet na niego nie zareagował. Patrzył ciągle na mnie.
- O, a co tu się dzieje ? - zaśmiał się Parker, jednak szybko spoważniał, widząc przy mnie walizkę - Jedziesz gdzieś Mel ? - spytał
Odsunęłam się od Sykesa - Wracam do domu - powiedziałam
- Czemu ?
- Całował się z inną i ty dobrze o tym wiesz ! - krzyknęłam, nie umiejąc zapanować nad emocjami 
- No właśnie ja w tej sprawie - zachichotał
- Co ciebie do cholery tak śmieszy, co ?! - wrzasnął Nathan, po czym walnął pięścią w ścianę tak, że aż się wzdrygnęłam
- Ty - parsknął - Twoja reakcja i to jak łatwo dałeś się wkręcić, chłopie !
- Słucham ?! - wrzasnął zdezorientowany brunet
- No nie lizałeś się z tamtą laską - jęknął - Pomyśleliśmy, że byłaby niezła zabawa, gdybyśmy cię wkręcili, no i się udało, ale widząc jakie to może nieść konsekwencje - wskazał brodą na moją walizkę - I jak uczciwy jesteś wobec swojej dziewczyny, stwierdziłem, że jednak wypadałoby ci powiedzieć
- Wy jesteście jacyś niepoważni ! - krzyknęłam
W tamtym momencie miałam ochotę walnąć Toma, ale się powstrzymałam (z niemałym trudem).
- Sorry Melanie - wzruszył ramionami
Pokręciłam głową z niedowierzaniem, wzięłam walizkę i bez słowa zeszłam na dół. Nawet się nie żegnając opuściłam dom.
- Słońce ! - dogonił mnie Nath - Zaczekaj
Westchnęłam i puściłam walizkę. Patrzyłam na chłopaka.
- Nie wracaj z powrotem do Londynu. Proszę - szepnął, odgarniając mi włosy z twarzy
- A co mam zrobić ? Ta cała akcja...  - westchnęłam
- Przepraszam cię za tych debili. Naprawdę przepraszam - powiedział
- Nathan, to nie twoja wina - stwierdziłam, kładąc mu rękę na ramieniu - Ty nie masz wpływu na ich zachowanie.
- Poza tym przepraszam za wczoraj - ujął moją dłoń - Wybaczysz mi ?
Uśmiechnęłam się delikatnie i skinęłam głową. Chłopak mocno mnie przytulił, ciągle szepcząc mi do ucha jak bardzo mnie kocha. Objęłam go, jednocześnie chowając twarz w szyję bruneta.
- Wróćmy do środka, co ? - zaproponował po chwili
Przystałam na tę propozycję. Nathan przejął moją walizkę, objął mnie w talii, po czym poszliśmy do naszego pokoju. Pomógł mi wypakować rzeczy i z powrotem poukładać je w szafkach i szufladach.
Dopiero teraz dotarły do mnie słowa Toma, których wcześniej, pod wpływem silnego wzburzenia nie wzięłam pod uwagę. Nathan wolał powiedzieć mi prawdę (tak przynajmniej wtedy mu się wydawało) niż ją zataić. Taki chłopak to jednak prawdziwy skarb.
Spojrzałam na niego. Od razu posłał mi słodki uśmiech, który odwzajemniłam.
- Masz jakieś plany na przyszłość ? - spytał nagle
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Pytanie było bardzo ogólne.
- Możesz troszkę sprecyzować ? - poprosiłam, siadając po turecku na podłodze
Brunet podrapał się po brodzie - Chodzi mi o małżeństwo, rodzinę. Myślałaś kiedyś o tym ? Tak na poważnie ? - spojrzał na mnie
- Właściwie to... niezbyt. - westchnęłam - Na pewno w przyszłości będę chciała założyć rodzinę, to pewne - stwierdziłam - A czemu pytasz ?
- Po prostu chciałem wiedzieć co o tym wszystkim sądzi moja ukochana  - uśmiechnął się, po czym mnie pocałował
- A ty ? - spytałam - Co sądzisz ?
- Wiesz, czasem się nad tym zastanawiam. Chciałbym za parę lat się ożenić i mieć dzieci - westchnął z uśmiechem - A tak w ogóle, to co pod tym względem u ciebie znaczy "w przyszłości" ? Tak mniej więcej ?
- Nie potrafię tego określić - wzruszyłam ramionami - Myślę, że wtedy, kiedy będę na to gotowa - stwierdziłam - W ogóle to co ty mnie tak wypytujesz szczegółowo, co ? - dźgnęłam go delikatnie w bok
- Chcę po prostu wiedzieć - powiedział i ponownie mnie pocałował
Nagle do pokoju, bez pukania, wpadła Kelsey. Była tak zła, jak nigdy.
- Tak was przepraszam za tego idiotę i jego pomysły ! - zaczęła - Boże. Jak mi za niego wstyd ! - złapała się za głowę
Wstałam, po czym podeszłam do dziewczyny - Jest ok - uśmiechnęłam się delikatnie - Nie przepraszaj za niego - zachichotałam
- Boże, przez tego debila prawie się rozeszliście ! - jęknęła
- Właśnie. Prawie - odezwał się Nathan - Daj spokój Kels. Poza tym to on powinien przepraszać. - posłał blondynce uśmiech
- Kiedy mi jest tak za niego głupio - wydusiła bezsilnie
- Oj kochana - przytuliłam ją - Mówię ci. Nic się nie stało poważnego i nie czuj się głupio przez niego.
Dziewczyna spojrzała na mnie z ulgą - Dzięki - szepnęła - Tak w ogóle to strasznie was przepraszam, że tak wtargnęłam bez pukania, ale byłam taka zła, że po prostu zapomniałam - westchnęła 
- Ok - zaśmiałam się cicho i spojrzałam na mojego chłopaka
- Wiecie co, ja was zostawię. Idę jeszcze pogadać z Parkerem, dowiedzieć się co mu do łba strzeliło - cmoknęła mnie w policzek, a później wyszła z pokoju 
Zerknęłam na bruneta, wzruszając ramionami - Biedna Kelsey 
- No - westchnął, podchodząc do mnie 
- Idziemy na dół ? - spytałam
- Możemy - wzruszył ramionami - Chociaż niezbyt mi się chce patrzeć na tych palantów - westchnął
- To co robimy ?
- Nie wiem - parsknął śmiechem - Może po prostu chodźmy gdzieś na śniadanie, co ?
- Dobry pomysł. Kiszki mi normalnie marsza grają - zachichotałam
- Mnie też - przyznał - To co, chodźmy.
- Patrz jak ja wyglądam ! Muszę się troszkę ogarnąć ! - jęknęłam
- Wyglądasz pięknie, jak zwykle. Chodź - pociągnął mnie za rękę i wyciągnął z pokoju
- Głupek - parsknęłam, po czym walnęłam chłopaka delikatnie w ramię
- Ale twój - w zamian mnie pocałował - Tylko twój - odsunął się tak, że nasze nosy się ze sobą stykały
Kąciki moich ust powędrowały ku górze. Przytuliłam szybko bruneta, po czym zeszliśmy na dół.
- E, młodzi ! -usłyszeliśmy rozradowany głos Jaya - Gdzie się wybieracie ?
- Z daleka od was - burknął
- Skąd ta niechęć ? - spytał Parker
- Chcesz w dziób ?? - warknął mój brunet
- Nie, ale...
- To mnie nie prowokuj - zagroził mu Nathan
- Chodź już - jęknęłam, niezbyt zadowolona
- Jasne - mruknął, po czym ujął moją dłoń i wyszliśmy z domu
- Musiałeś wchodzić z nim w dyskusję ? - spytałam trochę zła 
Wzruszył ramionami niezbyt zadowolony - Niech nie zadaje jakichś głupich pytań - warknął
- Nie mów do mnie takim tonem Nathan - powiedziałam spokojnie 
Chłopak skinął głową i ujął moją dłoń. Jeździł delikatnie kciukiem po moich kłykciach 
- Przepraszam Słoneczko - szepnął 
Uśmiechnęłam się delikatnie 
- To co, idę po Kevina i jedziemy ? 
- Ja mogę poprowadzić. Tylko musisz być moim GPS-em kochanie - zachichotałam 
- Mhm - mruknął - Zawsze i wszędzie - cmoknął mnie w policzek 
Wsiedliśmy do vana, po czym ruszyliśmy. Mój brunet (a właściwie jego I Phone'owa nawigacja) skierował nas do pobliskiej naleśnikarni. 
Uśmiechnęłam się do chłopaka szeroko. Zaparkowałam auto niedaleko i poszliśmy na śniadanie. 
Zajęliśmy miejsce gdzieś w rogu, wcześniej składając zamówienie. Ja wybrałam naleśnika z serem z truskawkami, polanego mleczną czekoladą, z kolei Nath wziął dwa z dżemem i jakimiś owocami. 
- Kiedy zaczynacie nagrywać kolejne piosenki ? - spytałam, krojąc kolejny kawałek dania
- Scooter mówił coś o czwartku... Może piątku
.. Nie ! To miała być środa ! - klasnął w dłonie zadając swoją porcję
- Na pewno ? - zaśmiałam się 
- Tak, tak - puścił mi oczko - Mamy do nagrania około dziesięciu piosenek - jęknął - Kupa roboty 
Westchnęłam cicho i uśmiechnęłam się pokrzepiająco do chłopaka. Po skończonym posiłku zaoferowałam, że odniosę brudne naczynia do okienka. 
Brunet cmoknął mnie w czoło i w końcu razem poszliśmy odłożyć talerze, po czym wyszliśmy z budyku. 
- Kocham cię - szepnął mi do ucha, jednocześnie obejmując w talii i przyciągając do siebie
- Ja ciebie też - przytuliłam Natha 
Staliśmy tak przez dłuższą chwilę, mając w nosie otoczenie i ewentualnych paparazzich, których wystąpienie było bardzo mało prawdopodobne.
- Gdzie idziemy ? - spytał 
Wzruszyłam ramionami - Mi tam obojętnie - powiedziałam
Chłopak zaśmiał się i podrapał w tył głowy - Wiem ! Pójdziemy na zakupy. Dla ciebie. - zachichotał 
- Poważnie ? Nath - jęknęłam - Masz jakąś potrzebę wydania bezsensownie kasy ? 
- Kochanie. Przeznaczenie pieniędzy na ciebie to dla mnie ogromna przyjemność. Poza tym nie mam okazji robić tego często, bo się nie zgadzasz. Więc po prostu zrób mi przyjemność i nie protestuj. 
Przewróciłam teatralnie oczami - No to gdzie idziemy ? - jęknęłam
- Moim celem jak na chwilę obecną są Marks & Spencer oraz Prada. Ale to jeszcze się okaże. 
- Nie, wszystko odpada. Tak w ogóle to czy ty oszala... - Nath wpił się w moje usta, jednocześnie i bardzo skutecznie mnie uciszając 
Całował mnie łapczywie, namiętnie, niecierpliwie. Oparłam dłonie na torsie chłopaka. Sykes przyparł mnie do najbliższej ściany, a jego dłonie powędrowały na moje biodra
- Nathan... - jedyne co udało mi się powiedzieć podczas pocałunku
Po chwili brunet zrobił krok w tył - No. To co, idziemy ? - spytał jak gdyby nigdy nic
Przewróciłam oczami - Idźmy już - klepnęłam go w lędźwie. 
Zaśmiał się cicho i ruszyliśmy do auta. Oczywiście zajęłam miejsce kierowcy, a Nath służył jako nawigacja. 
Po czterdziestu minutach drogi dojechaliśmy w okolice niewielkiego centrum handlowego. Zostawiłam auto na parkingu i poszliśmy do budynku. Pierwszym sklepem jaki odwiedziliśmy był Marks & Spencer. Wybrałam tam sobie top, lecz Nathan nalegał, abym jeszcze coś wzięła, więc z lekkim oporem do torby z zakupami dołączyła zwiewna sukienka w kolorze lawendowym, kończąca się na wysokości kostek. 
Po około czterech godzinach Nath niósł siedem toreb i szeroko się uśmiechał. Nie rozumiem go. Aż taką przyjemność sprawia mu wydawania pieniędzy na ubrania dla mnie ? Nie pojmuję tego... Zupełnie. 
- Słońce - spojrzałam na chłopaka, to na sakupy - Może pójdziemy do auta i tam wszystko zostawisz ? - zaproponowałam 
Brunet wzruszył ramionami - Mi tam obojętnie - posłał mi promienny uśmiech 
Chwilę później Sykes odciążony zaciągnął mnie do kolejnego sklepu. 
Jęknęłam - Poważnie ? Chce ci się ? 
- No a jak ! - objął mnie po czym przyciągnął do siebie bliżej 
Rozejrzałam się i dopiero wtedy zauważyłam, że znajdujemy się w sklepie z damską bielizną . Rzuciłam mu niezadowolone oraz lekko skrępowane spojrzenie. Zrozumiałam jaki był cel tych całych zakupów.
Przewróciłam oczami - Nath, nie ma szans - powiedziałam
- Ależ są - mruknął i wysłał mi całusa
Zaczęłam przeglądać wieszaki w poszukiwaniu czegoś ciekawego, jednak nic nie wpadło mi w oko.
- Dobra, Natty, nic tu nie widzę - szepnęłam brunetowi do ucha
- Przymierz tylko to - podał mi jakąś bieliznę
Poczułam jak moje policzki oblewają się rumieńcem. Zachichotałam cicho - No dobra - cmoknęłam chłopaka w policzek - Ale tym razem nie właź mi do przymierzalni ! - puknęłam go w ramię
- Niech ci będzie - przewrócił oczami, udając niezadowolenie
Ja czmychnęłam do kabiny, gdzie przymierzyłam czarną, koronkową bieliznę.




-----
Hej hej hej Wam !
Jak tam u Was ? :D WAAAAAAAAAAKAAAAAAAAAACJEEEEEEEEEEE !
YEEEEEEEEEEEEEY ! :D
Udało mi się coś sklecić na wycieczce :) Mam nadzieję, że się podobało :*
Wrzucam parę zdjęć ze Szkocji i z Anglii :D  TADAM ☻
Muszę Wam powiedzieć, że zakochałam się w Szkockim krajobrazie i gdybym tylko mogła, to bym tam została ♥ :)
No i jak zakończenie roku ? Dobre średnie ? :D
U mnie nie jest najgorzej hahaha :D 
No to co, do nexta, nie ?
BUUUUUUUUUUUUUZIAKI ! :*

























PS. Jak możecie, to proszę zostawicie po sobie komentarz :) To dla mnie wielka motywacja

sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział czterdziesty piąty

Siva spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem - Podobno Jay dobrze gotuje - zachichotał, a ja parsknęłam niepohamowanym śmiechem
- Poważnie ? - spytałam i spoważniałam, widząc miny obu panów - W takim razie dlaczego nigdy go nie widziałam przy garkach ? 
- Kiedyś nam gotował, ale teraz zrobił się zbyt leniwy, żeby cokolwiek robić... - szepnął Mulat
Pokręciłam głową - No dobra - wzruszyłam ramionami - To gdzie on jest ?
- Jay ! - wrzasnął Nathan
Słyszeliśmy jak Loczek biegnie po schodach - Kto mnie wołał, czego chciał ? - spytał, wpadając do naszego pokoju
- My w związku z tą kolacją - Seev podrapał się w głowę
- Tak ?
- Bo widzisz, Siva trochę za późno poinformował mnie o tej kolacji. Chce żebym coś ugotowała, ale nie zdążę niczego sklecić sama, a podobno ty też gotujesz i to dobrze - wyjaśniłam
- I mam ci pomóc ? - uśmiechnął się delikatnie
Skinęłam głową entuzjastycznie. McGuiness popatrzył na Sivę, a później Sykesa.
- No to kiedy zabieramy się do pracy ? - klasnął w dłonie
- Wstrzymaj konie, musimy najpierw ustalić menu - odezwał się Kaneswaran
- Żartujesz sobie !? Nie ma czasu ! - pisnęłam
- No to zdaję się na ciebie - parsknął śmiechem
- Dobra, dobra i tak nie masz wyboru. Chodź Jay ! - pociągnęłam chłopaka za nadgarstek
Zbiegliśmy na dół, do kuchni. Otworzyłam lodówkę, sprawdzając czy wszystkie potrzebne nam składniki tam się znajdują.
- Dobra. Zabieramy się do pracy panie McGuiness - klasnęłam zachęcająco w dłonie - W takim razie co robimy ? W sensie jakie danie, droga pani - puścił mi oczko, nakładając niekoniecznienie biały fartuch i wiążąc go w pasie
- Na początek chciałabym zrobić naleśniki z serem i owocami, polane czekoladą - uśmiechnęłam się - Więc zrób ciasto. Ja zajmę się farszem. Później podamy sałatkę z sosem vinegrette, tofu, pomidorami oraz zielonymi i czarnymi oliwkami. Samą kolacją będzie łosoś na parze z ryżem... Wiem, że może to nie jest zbytnio wyszukane danie, ale za to smaczne i co ważne w naszej sytuacji : w miarę szybkie - powiedziałam
- No dobra. To do dzieła ! - klepnął mnie w ramię i z zapałem zabraliśmy się do pracy
W czterdzieści pięć minut udało nam się uwinąć z naleśnikami (które wyszły muszę przyznać... wyśmienicie !) Teraz ja zaczynałam robić sos do sałatki, a Jay zabierał się za gotowanie ryżu i przyprawianie ryby.
Nagle ktoś wpadł do kuchni. Podskoczyłam z zaskoczenia i aż upuściłam łyżkę na podłogę.
- Siva - jęknęłam - Straszysz
- Przepraszam - szepnął - Jay jest mi potrzebny. Ma robić za kelnera - powiedział - No i tak jakby już go potrzebuję
Zrobiłam wielkie oczy, patrząc na Loczka, a później jedzenie, które przygotowywał - No ładnie - burknęłam
- Poradzisz sobie - mój wspólnik zachichotał i cmoknął mnie w policzek, zdejmując fartuch
- Dobra, chodź - Siva pociągnął go za łokieć - Nie ma czasu 
I w ten sposób zostałam w kuchni sama jak palec. Dosyć szybko uwinęłam się ze wszystkim. Szczerzę, to muszę przyznać, że jedzenie pachniało bardzo zachęcająco (i smakowało dość dobrze, bo w końcu musiałam spróbować, czy aby nie przesoliłam itp.).
Gdy James wrócił do kuchni doznałam szoku. Miał na sobie smoking, a na szyi widniała czarna, elegancka muszka. Podałam chłopakowi dwa talerzyki z niewielkimi naleśnikami. 
- Tylko się nie wywróć, szkoda by było - zachichotałam 
- Oj bardzo śmieszne, normalnie boki zrywać - zmrużył oczy, wziął jedzenie i posyłając mi promienny uśmiech zniknął z mojego pola widzenia
Postanowiłam pozostawić pozostałe dania na blacie, ponieważ chciałam pójść sobie do pokoju. 
Tak też zrobiłam.
Padłam na łóżko i zaciągnęłam się niezwykle przyjemnym zapachem pościeli. Nagle ktoś zapukał do drzwi. 
- Proszę - mruknęłam z twarzą nadal wtuloną w poduszkę
- Hej Mel, mam nadzieję, że nie przeszkadzam ? - usłyszałam nieco ściszony głos Maxa, przez co szybko się podniosłam
- Nie, nie, ale... Co ty tu właściwie robisz ? - spytałam, siadając po turecku
- Pomyślałem, że skoro Nathan siedzi na dole i właściwie cała reszta, to trochę ci się nudzi samej - posłał mi delikatny uśmiech, unosząc lekko butelkę wina półsłodkiego i dwa kieliszki
Wpatrywałam się w chłopaka z niemałym zdziwieniem 
- No co ? - zaśmiał się cicho - Wypijmy jak przyjaciele, ok ? - puścił mi oczko 
- W takim razie... dobra - wzruszyłam ramionami, a mój towarzysz postawił trunek oraz szklane wyroby na niewielkim stoliczku
- To super - powiedział, po czym otworzył butelkę i nalał wina do kieliszków
- Niezłe - mruknęłam po pierwszym łyku
Trunek był po prostu wyśmienity, słodki, ale mocny.
Spędziliśmy około godziny, gadając. Max był już po trzech kieliszkach, ja jednak starałam się nie przedobrzać. Troszkę szumiało mi w głowie, jednak o wiele za mało, aby można było nazwać mnie wstawioną. 
Przez parę dobrych minut czułam jego wzrok na sobie. Przygryzłam policzek od środka, czekając aż przestanie, jednak to nie nastąpiło.
- Możesz przestać się tak we mnie wpatrywać ? - spytałam 
- Nie mogę. Jesteś taka piękna... - szepnął, po czym musnął delikatnie opuszkami mój policzek
Przeszedł mnie dreszcz. Jednak nie nieprzyjemny, wręcz odwrotnie. Zagryzłam wargę, nie ruszając się z miejsca.
- Max - spojrzałam na chłopaka, który był nieźle podpity 
- Jesteś niesamowita - szepnął, muskając kciukiem moją wargę i patrząc mi w oczy
Przełknęłam głośno ślinę - Nie - odsunęłam się szybko od Georgea - Nie, nie, nie.
- Posłuchaj - poprosił spokojnie, klękając przede mną, jednocześnie łapiąc mnie za nadgarstki - Nie umiem nad sobą zapanować, kiedy cię widzę, słyszę... i nie mogę patrzeć jak się marnujesz przy nim - szeptał, patrząc wciąż na mnie
- Jesteś kompletnie pijany, gadasz jakieś niestworzone rzeczy - powiedziałam - Idź. Idź już. Dosyć na dzisiaj 
- Jak chcesz. Gdybyś tylko wiedziała co Nathan... - chłopak nagle urwał, a ja ściągnęłam brwi
- Co Nathan, co ? - warknęłam 
- On po prostu na ciebie nie zasługuje, pamiętaj - powiedział - Ja już pójdę... - wyszeptał, po czym pocałował mnie delikatnie w policzek i wyszedł z pokoju, zabierając przy okazji swój kieliszek 
Spojrzałam na butelkę, która była w 3/4 pusta.
Zastanawiając się nad słowami Maxa postanowiłam ją dokończyć, więc wlałam resztki do szkła i wypiłam wszystko. 

Obudziły mnie kroki w pokoju. W ciemności zauważyłam szczupłą sylwetkę mojego chłopaka, która lekko mi się rozmazywała. 
- Mel - szepnął - Przepraszam, że cię obudziłem - mruknął 
- Ok - powoli wstałam z łózka - Która godzina ? - spytałam 
- Druga trzydzieści, równo - stwierdził, patrząc na podświetlany zegarek
- Tak długo tam siedziałeś ? - zdziwiłam się 
- No... - przeczesał palcami włosy - Piłaś ? - spytał, zmieniając temat 
- Troszeczkę - bąknęłam
- Sama ? 
- A co to za różnica ? 
- Pytam się, czy sama, czy z kimś, a jak się pytam, to widocznie jakaś różnica dla mnie jest - warknął tonem takim, jakiego jeszcze nigdy z jego ust nie słyszałam
- To ja na jakimś przesłuchaniu jestem, czy coś ? - odpowiedziałam mu tak samo  
- Jesteś moją dziewczyną. Chcę wiedzieć, rozumiesz ? - podszedł do mnie, a ja dopiero teraz poczułam od niego alkohol
- Ale nie własnością 
- Piłaś z Maxem, tak ? - złapał mój nadgarstek - Piłaś z nim ?! 
- Co z tego ? - spojrzałam na bruneta 
- Może jeszcze cię pieprzył w naszym łóżku, co ?! - krzyknął, a ja nie wytrzymałam i walnęłam go w twarz, od razu wyszarpując swój nadgarstek z jego uścisku
- Jak możesz ? - miałam łzy w oczach
- Przepraszam - jęknął, bo dotarło do niego to, co przed chwilą powiedział - Poniosło mnie... Cholera... - przyłożył swoją dłoń do miejsca w które przed chwilą go walnęłam
Ja z kolei skierowałam się do drzwi. Nie chciałam na niego w tym momencie patrzeć.
- Mel, kochanie, zaczekaj - szedł w moją stronę, w ogóle się nie chwiejąc 
- Zostaw mnie... - szepnęłam, po czym nie wytrzymałam, osunęłam się po drzwiach i rozpłakałam
- Słońce, przepraszam - chłopak zaczął głaskać mnie po ramionach 
- Odejdź. Ode. Mnie. 
- Ale... 
- Nie rozumiesz ? Odejdź, chcę być sama, jasne ? - wycedziłam
Brunet wstał powoli, bez słowa. Patrzył tylko na mnie przepraszającym wzrokiem, po czym  wszedł do łazienki. Ja z kolei poszłam do łóżka. 
Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam. 


Obudziłam się sama. Przez chwilę w ogóle nie wiedziałam co się dzieje, jednak po chwili wszystko sobie przypomniałam. 
Powoli zeszłam z łóżka, a pulsujący ból głowy dopiero teraz dał się we znaki. Jęknęłam cicho i nie spiesząc się, poszłam do łazienki, po drodze biorąc z komody bieliznę i ubrania. 
Wzięłam szybki, orzeźwiający prysznic, dzięki któremu poczułam się znacznie lepiej. 
Uczesana oraz ubrana wyszłam z pomieszczenia. Usłyszałam w korytarzu jakąś rozmowę, ale niezbyt mnie interesowała. 
Zaczęłam zastanawiać się, gdzie jest Nathan. 
Nagle zauważyłam go, stojącego na balkonie i palącego papierosa. Zrobiłam wielkie oczy. Szybko do niego podeszłam, zabierając mu z ręki tytoniowy wyrób
- Oszalałeś ?! - prawie krzyknęłam
Chłopak patrzył gdzieś w przestrzeń, a później przeniósł wzrok na swoje dłonie - Przepraszam, tak strasznie przepraszam. Poniosło mnie wczoraj. Na prawdę nie chciałem - szepnął 
Nic nie powiedziałam, jedynie skinęłam głową. Spojrzałam na niego, a później bez słowa wróciłam do pokoju. Pościeliłam łóżko i zabrałam pustą butelkę po winie wraz z kieliszkiem. 
W ciszy zeszłam na dół, gdzie przywitała mnie niewielka grupa ludzi (czyt. Tom i Max)
- Hej - pierwszy odezwał się Parker 
Patrzył na mnie z takim... Współczuciem, że aż miałam ochotę płakać 
- Hej - starałam się wygiąć usta w uśmiechu
Między nami zapadła niezręczna cisza. Wyrzuciłam butelkę, a szkło powoli umyłam. 
- Napijecie się czegoś ? - spytałam 
- Ja dziękuję - powiedział Tom 
- Ja też - westchnął Max 
Zwiesiłam wzrok i usiadłam na taborecie w kuchni. Spędziłam tam co najmniej godzinę. W salonie słyszałam już za to Jaya opowiadającego dowcipy, oraz wybuchające co chwilę niepohamowanym śmiechem towarzystwo. Oprócz Natha, który pewnie siedział nadal na balkonie.
- O. Melanie - usłyszałam wesoły głos Naree - Szukałam cię wczoraj, ale niestety coś nie znalazłam - westchnęła - Chciałam ci strasznie podziękować za to pyszne jedzenie ! Było po prostu wspaniałe - mówiła, nalewając sobie picia do szklanki 
- Dziękuję - szepnęłam 
- Wszystko dobrze ? - spytała
- Tak. Tak - zapewniłam, posyłając jej krzywy uśmiech, który na moje szczęście kupiła
- To dobrze. Już myślałam, że coś jest nie tak - zachichotała - Dobra, nie wiem jak ty, ale ja wracam do towarzystwa. Aż dziw, że po wczorajszej imprezie nie mają kaca ! - stwierdziła z uśmiechem, po czym skierowała się do salonu
Ja za to postanowiłam się przejść. Cichaczem wyminęłam się z domu i zaczęłam powoli spacerować, zaciągając się świeżym powietrzem. Nagle usłyszałam za sobą kroki. 
- Mel... - szepnął chłopak 
Zamknęłam oczy na chwilę, robiąc głęboki wdech. 
- Kochanie, tak strasznie cię przepraszam za wczoraj... Nachlałem się... Mówiłem jakieś głupoty... - położył swoje dłonie na moich ramionach
- Nathan - jęknęłam - Odpowiedz mi na jedno pytanie, dobrze ? - odwróciłam się do niego 
- Dobrze - szepnął 
- Gdzie wczoraj byłeś, po tej całej kolacji ? - spytałam 
- Sprzątałem - powiedział szybko
- Tak ? Pewny jesteś ? - założyłam ręce na piersi 
- Co ? - ściągnął brwi
- No pytam się czy pewien jesteś ! - prawie krzyknęłam zdenerwowana 
- Tak... 
- I przy sprzątaniu tak się nachlałeś, tak ?! Myślisz, że taka głupia jestem ?! - wycedziłam, będąc u skraju cierpliwości
Chłopak nerwowo przeczesał palcami włosy - To nie tak - szepnął
- A jak ? Słucham.
- Wyciągnęli mnie do klubu. Nie chciało mi się iść. No i się napiliśmy. Przepraszam -  powiedział
- Nath - spojrzałam na bruneta - Nie mam nic przeciwko temu, żebyś chodził z ekipą do klubów. Chciałabym tylko, żebyś mnie nie okłamywał, no i się nie upijał. - wytłumaczyłam  
- Obiecuję, że już nigdy więcej tego nie zrobię - zadeklarował 
- Tak w ogóle to czemu mi nie powiedziałeś o tym klubie, hm ? - wbiłam w niego swój wzrok, czekając na szczerą odpowiedź




-----
Hej Wszystkim !
Jak tam u Was ? Mam nadzieję, że wszystko dobrze :D
Dodaję rozdział trochę szybciej, bo w tym tygodniu wyjeżdżam do Anglii i obawiam się, że tam nie będzie takiej możliwości :c
W dodatku pisałam prawie cały tydzień, bo chora byłam i przeleżałam sobie w łóżku ♥ No i udało się sklecić coś dłuższego, co mam nadzieję, że przypadło Wam do gustu :3
Buziaczkiiiiii :*
PS. DZIĘKUJĘ ZA PONAD 70 000 WYŚWIETLEŃ ! DENFOENSFOIUSBFAEBNOFUIA NAWET NIE WIECIE JAK SIĘ CIESZĘ ♥ !
BUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUZIAKI ♥