poniedziałek, 30 grudnia 2013

Słońca moje kochane :)

Życzę Wam wspaniałego sylwestra, szczęścia, zdrowia, pomyślności, aby Wasze marzenia się spełniały, duuuuużo weny i wszystkiego czego tylko sobie zamarzycie ;*
A no i oczywiście małego kacyka ^^,
Buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuziaki ♡

czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział trzydziesty czwarty

W czasie posiłku wspólnie zdecydowaliśmy, że po południu pojedziemy do Karen. Gdy wszyscy już zjedli ja z Jess zajęłam się sprzątaniem, a Nath poszedł oglądać telewizję. Nagle zaczął coś bardzo, ale to bardzo zawzięcie komentować (przy czym sypał wieloma niecenzuralnymi słowami), a my wymieniłyśmy znaczące spojrzenia i w jednym momencie parsknęłyśmy niepohamowanym śmiechem. Chłopak spojrzał na nas zdziwiony.
- Z czego tak rechoczecie ? - burknął
- Z ciebie - wydusiła Jessica, a ja zaczęłam klepać ją delikatnie po plecach w ramach uspokojenia - Takich wiązanek to ja z twoich ust już ho ho ho, a może i dłużej nie słyszałam
- Nasi przegrywają - powiedział ze złością
- Oj spokojnie, to dopiero 15 minuta ! Jeszcze wszystko się może zmienić - zachichotałam
- To 15 minuta - westchnął
- Chcesz herbaty, kawy ? - spytałam
- Piwa, zdecydowanie piwa
- Nathan, nie ma ! - krzyknęła Jessica
- Trudno - wymamrotał niezadowolony
Przewróciłam oczami i podeszłam do chłopaka - Spokojnie kochanie - przeczesałam jego włosy
Ten odchylił głowę, po czym mnie pocałował. Uśmiechnęłam się szeroko, wysyłając mu niewinnego buziaka. Nagle zaczął dzwonić mój telefon. Szybciutko do niego pobiegłam i odebrałam
- Cześć Słonko ! - usłyszałam wesołą mamę
- Hej ! Co tam u Was ? - spytałam z uśmiechem
- Muszę ci powiedzieć, że bardzo dobrze, a u ciebie ? Jak tam Londyn, Nathan i inni ? - spytała
- Fajnie, fajnie. Nath i 'inni' też - uśmiechnęłam się
- Oj to świetnie ! Masz go może gdzieś przy sobie ? Byśmy na Skype porozmawiali, tato go polubił i coś mi się wydaje, że znaleźli wspólny język, oczywiście jeśli chcecie - zachichotała
- Chyba tak - parsknęłam śmiechem - To ja zaraz do Was zadzwonię - dodałam i się rozłączyłam
- Natty ! - krzyknęłam
- Tak kochanie ?
- Chodź tu !
- Już biegnę - odpowiedział i usłyszałam jak pędzi po schodach
Włączyłam laptopa, po czym szybko zalogowałam się na Skype.
Chłopak cmoknął mnie w policzek i usiadł obok.
- Chciałbyś porozmawiać z moim tatą ? Ale żeby nie było to nie chcę cię uszczęśliwiać na siłę, broń Boże !
- Słońce moje kochane - objął mnie ramieniem - Z wielką przyjemnością pogadam sobie z twoim tatą - mruknął - On jest wspaniałym człowiekiem, w ogóle masz niesamowitych rodziców - powiedział - A ty jesteś najwspanialsza, najpiękniejsza, najcenniejsza, jesteś moim cudem, powietrzem, bez ciebie nie mogę żyć - zniżył głos, a ja oparłam głowę o jego ramię, starając się nie rozpłakać
Jeszcze nigdy nie usłyszałam czegoś tak miłego. Niby nic, a strasznie cieszy. Dla niektórych może głupie, banalne. Ale właśnie przez takie, nawet najmniejsze gesty, słówka zakochujemy się coraz mocniej.
Uśmiechnęłam się szeroko i cmoknęłam go w skroń. Akurat zadzwonili rodzice. Szybciutko odebrałam, po czym włączyłam kamerkę, a oni postąpili tak samo
- Dzień dobry - przywitał się Nath z uśmiechem
- Dobry, dobry - odwzajemnili gest
Zaczęliśmy sobie rozmawiać. Rodzice chcieli, abym przyjechała chociaż na parę dni do domu, ale już miałam zaplanowany wyjazd z chłopakami do L.A. Za to obiecałam im, że wpadnę wtedy, kiedy tylko będzie to możliwe. Moja rodzinka dowiedziała się również, że jestem z Nathanem. 
W dodatku sam im o tym powiedział. Rodzice strasznie się cieszyli. Z jednej strony bardzo fajnie, bo jest to chyba jedyny chłopak, którego lubią i akceptują. 
Skończyło się na tym, że ponownie z mamą wysłuchiwałyśmy naszych panów rozmawiających o najrozmaitszych technikach łowienia ryb :D
- Niedługo to ja chyba spakuję tego oto pana - poczochrałam bruneta po włosach - i wyślę na polskie łono natury. Będzie sobie z ojcem ryby łowić - puściłam jej oczko
Kobieta dźwięcznie się zaśmiała, kiwając twierdząco głową. Odwzajemniłam gest. Posiedzieliśmy tak sobie jeszcze jakąś dłuższą chwilę, po czym z niemałym trudem się pożegnaliśmy.
Gdy tylko wyłączyłam komputer chłopak obdarzył mnie soczystym buziakiem w usta. Uśmiechnęłam się szeroko, po czym wypchnęłam mojego Sykesa z pokoju
- Ej ! Za co to ?! - jęknął
- Przecież mamy do waszej mamy jechać, to ubrać się muszę - powiedziałam z uśmiechem
- To co? - spytał
- Chyba nie myślisz, że przy tobie będę się przebierać
- Kochanie, czemu by nie ? - mruknął
Przewróciłam oczami - Cicho już i przestań marudzić, bo nigdy się nie przebiorę - udałam obrażoną
- Dobra, dobra kochanie. To ja już nie przeszkadzam - powiedział - Ja właściwie to też pójdę się ogarnąć
- No to za 10 minut na dole - krzyknęłam
- Co ?! W tyle to ja nawet się przebrać nie zdążę !
- A, no i odliczam ci czas ! - krzyknęłam
- Jak ja cię kocham - burknął, po czym zamknął za sobą drzwi
Migiem się uwinęłam, po czym spojrzałam na zegarek. Chłopak miał jeszcze niecałe dwie minuty. Uśmiechnięta poszłam do salonu, gdzie zastałam Jess popijającą czarną herbatę w kubku z angielskim motywem. Usiadłam obok niej i ponownie zerknęłam na zegarek - Sykes ! Koniec czasu ! - krzyknęłam
- Chwila, chwila, już schodzę ! - odpowiedział
Obie się zaśmiałyśmy - O właśnie ! Mel, uczesałabyś mnie ? Najlepiej dobieranego - poprosiła
- Pewno ! - klasnęłam w dłonie - Tylko po szczotkę jakąś pójdę
- Ok - wyszczerzyła się
Pobiegłam do łazienki, z której wzięłam grzebień ze szpikulcem. Gdy już miałam wracać, akurat wpadłam prosto w ramiona Nathana
- O moje kochanie się aż tak stęskniło ? - mruknął
- A żebyś wiedział - poklepałam go po klatce piersiowej, jednocześnie robiąc krok w tył
Zmrużył delikatne oczy i pokiwał z niedowierzaniem głową. Szybko go pocałowałam, a chwilę później byłam już obok blondynki. Zabrałam się za robienie dobierańca. Po paru minutach był w pełni gotowy. Muszę przyznać, że wyszedł bardzo równo i ładnie
- Dziękuję - przytuliła mnie
- Cała przyjemność po mojej stronie - odwzajemniłam gest
- No dziewczyny moje chyba pora już się zwijać - powiedział Natty
- Racja - stwierdziłyśmy równocześnie
Po chwili wszyscy siedzieliśmy w aucie. Nathan oczywiście prowadził
- Zwolnij trochę - powiedziałam, widząc przekraczaną 100 na szybkościomierzu
Nie zareagował, tylko głupio się uśmiechnął. Westchnęłam głośno - Będziesz mnie miał na sumieniu - stwierdziłam najspokojniej jak umiałam
Chłopak szybko zwolnił do 70 km/h. Uśmiechnęłam się delikatnie i wysłałam mu buziaka. Widziałam jak przewraca oczami.
Niecałe 15 minut później byliśmy na miejscu. Chłopak zostawił nas przed wejściem i zaczął szukać miejsca. Ja z Jess czmychnęłyśmy od razu do środka, po czym skierowałyśmy się w kierunku pokoju pani Sykes
Kobieta przywitała nas bardzo ciepło
- A gdzie Nat... - nie zdążyła dokończyć, bo do pomieszczenia wpadł zdyszany chłopak
- No.hej.mamo - powiedział łapiąc oddech
- Co ty taki zmęczony? - spytałam
- Kochanie, ja mam astmę. A jak się biegnie to wiesz... - stwierdził już bardziej unormowanym oddechem
- Ojej - przytuliłam go od tyłu
Objął mnie rękoma - Jak się czujesz mamo ? - spytał
- Już dobrze - uśmiechnęła się
Zaczęliśmy sobie opowiadać co działo się w ciągu tych dwóch dni, popijając kawę, lub herbatę. Posiedzieliśmy sobie tak do godziny 19. 




-----
Witam, witam ! 
Jak Wam święta mijają? No i prezenty (jeśli takowe były) ? 
Bo u mnie świeeeeeeeetnie ♥ 
Szczerze powiem, że nie jestem zadowolona z tego rozdziału :c 
I pod ostatnim coś mało komentarzy się znalazło 
Ale dziękuję za 20 tys wyświetleń ♥ To najlepszy prezent :') 
Ja się na dzisiaj żegnam 
Buuuuuuuuziaki :*

wtorek, 24 grudnia 2013

Wesołych Świąt!

Hej Wszystkim ! Wesołych świat, zdrowia, szczęścia, pomyślności, spełnienia marzeń, miłości, mega radości z słuchania (i oglądania oczywiście!) Naszych chłopców, spotkania ich, pijanego sylwestra i aby 2014 był rokiem duuuuużo lepszym ! :******

https://www.youtube.com/watch?v=RTfYMC_5f5o&feature=youtube_gdata_player

Buziaki :*

sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział trzydziesty trzeci

Widziałam zarys znajomej sylwetki. Odetchnęłam z ulgą i podeszłam bliżej. Rozglądnęłam się dookoła, a mój wzrok spoczął na zachodzącym, pomarańczowym Słońcu.
- Wow... Pięknie - zwróciłam się do bruneta
- Często tu przychodziłem jak jeszcze mieszkałem z rodziną. Później zacząłem spełniać marzenia i przestałem odwiedzać to miejsce - szepnął, podchodząc do mnie
- Ślicznie tu jest - powiedziałam podchodząc do chłopaka
- Cieszę się, że tu ze mną jesteś - uśmiechnął się delikatnie i podszedł do mnie
- Ja też - wyszeptałam
- Przejdziemy się ? - spytał
- Jasne - skinęłam głową
- Dobrze, że dziki cię nie zjadły - zachichotał, a ja dźgnęłam go w bok
- To tak to ?! - parsknął, zaczynając mnie łaskotać
- Nathan ! - pisnęłam, próbując złapać go za nadgarstki
- Ja się tak nie dam łatwo !
- Nathan debilu jeden ! Już stop ! Koniec ! Bo się uduszę ! - powiedziałam z trudem łapiąc powietrze
Chłopak natychmiast przestał. Stanął obok mnie z poważnym wyrazem twarzy - Nic ci nie będzie, prawda ? - patrzył na mnie niepewnie
- Głuptas - poczochrałam go po włosach
Uśmiechnął się szeroko i ujął delikatnie moją dłoń - Idziemy ? - spytał
- Gdzie ? - spojrzałam na niego
- No na spacer... Bo mam jeszcze jedno miejsce do pokazania
- Pewnie - powiedziałam

Szliśmy jakąś godzinę. Już powoli zastanawiałam się, czy aby napewno Nath wie gdzie idzie. Nagle stanęliśmy, a on zaczął czegoś szukać po kieszeniach. Chwilę później wyciągnął kawałek materiału.
- Chodź tu do mnie - poprosił
Podeszłam do niego bez wahania. Przepasał mi oczy i złapał za rękę.
- Ufasz mi ? - spytał
Skinęłam głową - Tak
- To dobrze - czułam jak się uśmiecha
Zaczął mnie gdzieś prowadzić. Małe gałązki chrzęściły pod moimi stopami, a ja delektowałam się świeżym zapachem lasu i wody.
Nagle przystanęliśmy - Stój tutaj chwilę, ok ? - puścił mnie
- Jasne - powiedziałam i czekałam na dalszy rozwój sytuacji
Słyszałam wodę. Mogłam wywnioskować, że jestem bardzo blisko niej. Chłopak stanął za mną i powoli zdjął mi materiał. Zobaczyłam niewielką łódkę, przywiązaną do brzegu. Brunet podwinął spodnie, zdjął buty, po czym wszedł do wody
- Nathan ! Przecież zimno jest, przeziębisz się - pisnęłam
- Co ty, ciepło, bardzo - powiedział - Chodź do mnie
- Nie... - pokiwałam przecząco głową
- Zobacz, ciepła woda jest - nachylił się i przejechał dłonią po jej tafli
Jednak ja byłam nieugięta. Nath wyszedł z wody, po czym wziął mnie na ręce - Ej ! - pisnęłam
- Spokojnie - zachichotał i wszedł do wody
- Tylko mnie nie puszczaj - szepnęłam, wtulając się w niego
Chłopak położył mnie na drewnianym pokładzie łódki. Usiadłam po turecku na kocu i czekałam na mojego towarzysza. Chwilkę później już spokojnie płynęliśmy w ciszy. Brunet przestał na chwilę wiosłować, po czym podszedł do mnie.
- Nie zimno ci ? - spytał
Zmarszczyłam brwi - Nie, a czemu pytasz ?
- Gdybyś powiedziała 'tak' to mógłbym cię przytulić pod pretekstem ogrzania - westchnął
Zaśmiałam się i wtuliłam w chłopaka. Ten objął mnie - Zamknij oczy i nie otwieraj dopóki ci nie powiem, dobrze ? - mruknął
Skinęłam głową i schowałam ją w ramionach Nathana. Płynęliśmy tak przez dłuższą chwilę - Teraz możesz - szepnął
Posłusznie je otworzyłam i momentalnie zaparło mi dech. Nie wiedziałam co powiedzieć. Okręciłam się dookoła własnej osi i wtuliłam się ponownie w Natha.
- I jak ? Ładnie ? - spytał
- Ładnie ? Tu jest niesamowicie ! Nigdy czegoś tak pięknego nie widziałam - powiedziałam
Chłopak uśmiechnął się szeroko
- Przejdziemy się ?
- Nie... Zostańmy tu, posiedźmy - szepnęłam, ponownie rozglądając się dookoła
- Mel... - brunet spojrzał mi w oczy
Przygryzłam delikatnie wargę, a ten wpił się w moje usta. Odwzajemniłam pocałunek bez chwili wahania. Czułam jak się uśmiecha. Położył swoje dłonie na moim karku - Kocham cię - wyszeptał patrząc mi w oczy
- Ja ciebie też - powiedziałam
- Zostaniesz moją dziewczyną ? - spytał pewnie, ale prawie szeptem
Skinęłam głową i zapewne rzuciłabym mu się na szyję, gdyby nie to, że łódka z każdym ruchem strasznie się kołysała.
Odetchnął z ulgą - Już się bałem, że się nie zgodzisz - szepnął, całując mnie w czubek głowy
- Nie miałam powodu - zachichotałam
- Moja kochana - mruknął
Uśmiech zagościł na mojej twarzy. Posiedzieliśmy tak sobie jeszcze dłuższą chwilę, po czym zaczęło robić się chłodno. Dostałam gęsiej skórki, a Nath szybciutko okrył mnie swoją bluzą.
- Zimno ci będzie - szepnęłam
- Kochanie, ważne, że tobie będzie ciepło - powiedział - Wracamy ? - spytał
- Możemy - stwierdziłam
Po paru minutach byliśmy na miejscu. Nathan pomógł mi wyjść z łódki i razem, trzymając się za ręce poszliśmy do domu. Nagle, gdy przechodziliśmy przez zaciemniony park, dosłownie przed nami przebiegło niewielkie stado dzików. Pisnęłam i schowałam się za moim chłopakiem. Ten zachichotał, a ja dźgnęłam go w bok.
- No wiesz co - prychnęłam udając obrażoną
- Słońce, jeśli jesteś ze mną to nic złego ci się nie stanie - powiedział
- Uuu Sykes jako tarcza, osobista ? - mruknęłam
- No a jak inaczej - stwierdził dumnie
Zaśmiałam się i skradłam mu szybkiego całusa w policzek. Ten zachichotał, po czym przygarnął mnie do siebie. Tak, w bardzo miłej atmosferze wróciliśmy do domu.
Chłopak czmychnął do kuchni, a ja za nim. Usiadłam sobie przy stole i wpatrywałam się w bruneta robiącego herbatę. Uśmiechnęłam się delikatnie, a po chwili dostałam spory kubek gorącego napoju
- Dziękuję - cmoknęłam go w policzek
- Nie ma za co kocie - poczochrał mnie po włosach
Zmrużyłam oczy - Pożałujesz jeszcze - zagroziłam, próbując stłumić śmiech
- Dobrze, dobrze - puścił mi oczko, po czym usiadł obok mnie
Położyłam sobie nogi na jego udach i oparłam się o oparcie krzesła. Widziałam jak korci Sykesa żeby mnie połaskotać, jednak jedyna rzecz która go powstrzymywała to gorąca herbatka w moich rękach. Uśmiechnęłam się szelmowsko i wysłałam chłopakowi buziaka. Westchnął z bezsilności, po czym wziął swój kubek i zaczął powoli popijać gorący płyn.
Parę długich minut później zaczęły kleić mi się oczy. Ziewnęłam raz, drugi.
- Słońce chodź spać - mruknął Nathan
- Mhmmm - odpowiedziałam, ale nawet się nie ruszyłam
Brunet wstał i wziął mnie na ręce. Nie mając siły, ani chęci sprzeciwiania się, wtuliłam głowę w jego ramiona. Poczułam jak delikatnie kładzie mnie na miękkiej pościeli i całuje w czoło.
- Dzięki - wymamrotałam wtulając się w poduszkę
Słyszałam jego oddalające się kroki, a po chwili zasnęłam.


Obudziło mnie chodzenie po moich udach. Powoli otworzyłam oczy i w ciemności zobaczyłam sylwetkę Tii 'wydeptującej' sobie wygodne miejsce. Ziewnęłam, zerkając na zegarek. Była dopiero 3 nad ranem.
- Słońce, zmykaj stąd, albo chodź tu - poklepałam miejsce obok
Kotka zeskoczyła z pościeli, po czym usadowiła się na krześle. Obróciłam się delikatnie i zobaczyłam Nathana, słodko śpiącego po drugiej stronie łóżka.
Na mojej twarzy zagościł uśmiech. Położyłam z powrotem głowę na poduszce, po czym w mig, ponownie zasnęłam.


Tym razem obudziłam się o 7:20 z własnej, nieprzymuszonej woli. Spojrzałam na mojego bruneta, który jeszcze spał. Postanowiłam go nie budzić, chciałam aby sobie odespał, póki ma wolne. Powoli wstałam, wzięłam jakieś czyste ubrania i czmychnęłam do łazienki, w której (jak na mnie) bardzo szybko się uwinęłam.
Skierowałam się do kuchni, zrobić śniadanie. Otworzyłam lodówkę, a tam pustka ! Westchnęłam, bo strasznie nie chciało mi się iść do sklepu. Jednak wypadałoby coś zjeść z rana.
Wzięłam małą karteczkę z bloku i napisałam wiadomość dla Nathana 

'Poszłam do sklepu, wrócę niedługo :*'

I udałam się do przedpokoju, gdzie nałożyłam kurtkę, buty. Już już miałam wychodzić, gdy nagle musiałam się wrócić po telefon, który gdzieś zapodziałam. Znalazłam go w sypialni, a przy okazji wzięłam torebkę z całą zawartością. Bo nie ma to jak wybrać się na zakupy bez portfela -.-'. Takie rzeczy tylko u mnie :D
A więc wyszykowana, ubrana i przygotowana wybrałam się na zakupy. Stwierdziłam, że pójdę sobie na pieszo, ponieważ miałam niedaleko. 


Objuczona ciężkimi siatami z każdym krokiem do domu żałowałam, że wybrałam moje nóżki. 
- Mel, Mel ! - usłyszałam znajome wołanie
Szybko się odwróciłam i zobaczyłam uśmiechniętą blondynkę - Hej Jess - powiedziałam z uśmiechem
- Daj, pomogę ci - stwierdziła, po czym wzięła dwie siatki 
- Oj dziękuję kochana - odetchnęłam z ulgą - Jak tam Karen ? - spytałam
- Mama dobrze, niedługo, właściwie to jutro wychodzi ze szpitala ! - powiedziała z entuzjazmem 
- To świetnie ! - ucieszyłam się
- A jak tam twoi rodzice ? - spytała
- Eh trochę dawno z nimi rozmawiałam, ale ogólnie to mają się dobrze - puściłam jej oczko
- Tęsknisz za nimi ?
- Bardzo - westchnęłam - Ale może niedługo ich odwiedzę - zachichotałam
- O, to super - uśmiechnęła się szeroko
Gdy już byłyśmy przed domem postawiłam siatki na gresie i zaczęłam szukać kluczy. Po chwili je znalazłam i otworzyłam drzwi. Przepuściłam dziewczynę, zebrałam z ziemi zakupy, po czym sama weszłam do domu. Zdjęłam buty i wszystko zostawiłam na blacie w kuchni. Jessica zrobiła to samo, a później czmychnęła do salonu, oglądać telewizję.
Zaczęłam rozpakowywać, układać jedzonko po szufladach, szafeczkach i innych. Postanowiłam, że na śniadanie zaserwuję smażone jajko z bekonem, tostami, pomidorami, oraz fasolką. Zaczęłam przygotowywać jedzenie.
Gdy smażyłam bekon, poczułam dłonie na moich biodrach. Odwróciłam się i uśmiechnęłam do chłopaka
- Wyspany ? - mruknęłam
- Mhm, bardzo - cmoknął mnie w skroń - Co tam pichcisz ?
- A no tradycyjne brytyjskie śniadanko - stwierdziłam
- Mmm to pyszne będzie
- Aj nie wiem kochanie, nie wiem - zdjęłam patelnię z ognia
- Pachnie pięknie
- Zakochańce - usłyszeliśmy młodą Sykesównę
- A no tak jakoś - brunet się zaśmiał i mnie pocałował
Zachichotałam, czochrając go po włosach
- Pomóc w czymś ? - spytał
- A no możesz tutaj tosty zrobić i herbatkę - wysłałam mu buziaka
- Ok, już się robi - powiedział
Gdy wszystko było prawie gotowe, Jess nakryła do stołu. Zajęliśmy swoje miejsca i w miłej atmosferze zaczęliśmy się zajadać.




-----
Hejka Wszystkim :)
No to Mel i Nath są w końcu razem :D
Starałam się, żeby jakiś dłuższy wyszedł w ramach rekompensaty za niedodawanie nexcików
No ale w święta rozdziały pewnie będą się pojawiać częściej ^^
Ja już się osobiście nie mogę doczekać Wigilii ♥ No i oczywiście śniegu ! Bo co to za święta bez śniegu? (Chociaż dla mnie jest upierdliwy :c)
No to do następnego ! A no i jak Wam się podoba wygląd bloga ?
Buuuuuuuziaki ♥
#SivaSaturday 

niedziela, 15 grudnia 2013

Ogłoszenie!

Hej Wszystkim
Niestety nie dodam rozdziału w najbliższych dniach, ponieważ mam problemy z komputerem i dużo nauki ;c Przepraszam Was bardzo ;c
Postaram się, aby next był długi i miło się go czytało ^^

Buziaki :****

piątek, 6 grudnia 2013

Rozdział trzydziesty drugi

Próbowałam, ale za nic nie mogłam jej dopiąć. Westchnęłam i czmychnęłam do pokoju Jess. Gdy otworzyłam drzwi prawie bym ją walnęła.
- Oj sorka - wciągnęłam powietrze 
- Nic się nie stało - puściła mi oczko - Pomóc w czymś ?
- Zapięłabyś mi sukienkę ?
- No pewnie - uśmiechnęła się i wykonała prośbę
- Ślicznie wyglądasz - powiedziałyśmy równocześnie
- Naprawdę ? - spytałam
- Kicia ! Ty nawet jakbyś nic na sobie nie miała to śliczna będziesz ! - zachichotała
Poczułam jak oblewam się rumieńcem - No jasne, jasne - dźgnęłam ją w bok
Uśmiechnęła się - Nie wierzysz mi ?
- Ależ skąd ! - parsknęłam śmiechem i przytuliłam dziewczynę
- EJ ! Gdzie wy jesteście !? - krzyknął Nath z salonu
- Ups, chyba ktoś się doczekać nie może - zachichotałam - Lecę po szpilki i idziemy do niego, ok ?
- Pewnie ! - uśmiechnęła się szeroko
Czmychnęłam z powrotem do pokoju i ubrałam buty.
Minutę później zjawiłyśmy się w salonie. Brunet przez cały czas patrzył na mnie, jednak nie wydał ani jednego dźwięku, co lekko mnie zaniepokoiło. Jess musiała go szturchnąć, żeby się ogarnął.
- Mel... Wyglądasz... Wow - wstał i obszedł mnie dookoła
- Dziękuję - zachichotałam
- Jessica oczywiście ty też - powiedział z uśmiechem
- Dzięki, dzięki. Ja już pójdę się przebrać - puściła mi oczko po kryjomu i czmychnęła do pokoju
- Pięknie wyglądasz, niesamowicie - szepnął, a ja przygryzłam wargę, delikatnie się uśmiechając
- Pójdę się przebrać - mruknęłam
- Iść z tobą ? - spytał, śmiesznie poruszając brwiami
- Dzięki, ale poradzę sobie sama - czmychnęłam do pokoju
Szybko tam się przebrałam, schowałam sukienkę i gdy już miałam wychodzić, Nathan zatrzymał mnie w drzwiach.
- Chciałabyś dzisiaj ze mną gdzieś wyjść ? - spytał
- Ok - delikatnie się uśmiechnęłam
- No to co, o 19:00 może być ? - spytał
- Jasne - puściłam mu oczko
- Tylko się nie przebieraj - zachichotał
Spojrzałam na siebie - No dobra, jak tam sobie chcesz - wzruszyłam ramionami i poszłam do salonu
Usiadłam na kanapie, jednak już po paru minutach musiałam z niej wstać, bo zaczął dzwonić mój telefon. Powoli zaczęłam go szukać, za nic nie mogłam sobie przypomnieć gdzie go zostawiłam. Ruszyłam do pokoju i okazało się, że tam jest komórka. Jednak równo z chwilą podniesienia przestała dzwonić. Spojrzałam na ekran i doznałam pozytywnego szoku. Dzwoniła Kat. Ucieszyłam się i szybko do niej oddzwoniłam. Dziewczyna odebrała tuż po pierwszym sygnale.
- Hej Mel - zaczęła niepewnie
- Cześć Słońce - powiedziałam ciepło
- Słuchaj... Ja chciałam cię strasznie przeprosić za tamtą kłótnię, tak mi głupio... - westchnęła
- Nie ma za co. Ja też jestem tobie winna przeprosiny - stwierdziłam
- To jak, między nami ok ? - spytała z nadzieją
- No jasne, tęskniłam Słońce - uśmiechnęłam się szeroko
- Ja też, bardzo - przyznała - Opowiadaj co tam u ciebie - zaśmiała się
- Hmmm, u mnie ? Nic nowego właściwie. Jestem z Nathem w Gloucester, a w następnym tygodniu z całą bandą wyruszam do L.A - powiedziałam - A u ciebie ?
- No nieźle ! Ja siedzę samotnie w mieszkaniu i piję kawę. Jay nawet się do mnie słowem nie odezwał i muszę przyznać, że mi przykro - westchnęła
- Oj kochana... Może nie miał czasu ?
- Wątpię. Ostatnio jak wracałam do domu, to widziałam go z jakimś plastikiem lepiącym się do niego jak rzep
- Szybko się McGuiness pocieszył, nie ma co - powiedziałam z niedowierzaniem
Szkoda mi było Katherine. Widać, że tęskni za Loczkiem. A może jeszcze nie wszystko stracone ? Będę musiała porozmawiać z Jayem. Koniecznie.
- Kocie, kiedy możemy się spotkać ? - spytała
- Oj jak na razie to trudno będzie, bo wyjeżdżam z chłopakami do L.A, a teraz siedzę z Nathem w Gloucester. Karen leży w szpitalu i trochę tu pomagałam - powiedziałam
- O jeju ! A co się stało ?
- Miała wypadek samochodowy... Ale już jest dużo, dużo lepiej
- A, no rozumiem Słońce. Ile tam będziecie ?
- Erm... Zaczekaj sekundę - zaśmiałam się
- Ok, ok - zachichotała
Zakryłam dłonią słuchawkę - Nathan !
- Co ?! - krzyknął z salonu
- Na ile jedziemy do L.A ?!
- Dwa miesiące, jak nie więcej !
- A, dzięki - powiedziałam
- No więc widzisz, za jakieś dwa miesiące się spotkamy - zachichotałam
- Wiem, wiem, wszystko słyszałam
- Oj no, w końcu zdziwiłabym się gdybyś nie usłyszała
- Kochana ja już muszę kończyć, bo praca jeszcze po godzinkach - powiedziała
- Aaa no to nie przeszkadzam, pracuj sobie - uśmiechnęłam się
- Buziaki - cmoknęła
- Papa - odwzajemniłam gest i rozłączyłam się
Telefon zostawiłam na biurku, poszłam do pokoju, po czym usiadłam obok Natha, oglądającego jakiś film.
- Co oglądasz ? - spytałam
- Pamiętnik - stwierdził, nie odrywając wzroku od telewizora
- Mmm uwielbiam to - powiedziałam
Zaczęliśmy oglądać. Położyłam chłopakowi głowę na ramieniu i kątem oka widziałam jak się uśmiecha. Nieświadomie postąpiłam tak samo.
- E, wy ! Wychodzę ! - krzyknęła Jess
- Gdzie ? - spytał brunet
- Do mamy, a później umówiłam się z koleżankami
- Tylko wróć przed 23, proszę - powiedział
- Serio ? Ja chciałam nocować u Katy - westchnęła
- A mama wie ?
- Jeszcze nieee, ale się dowie i pewnie mi pozwoli - stwierdziła
- No to idź - wzruszył ramionami
- Dzięki brat ! Trzymajcie się - wybiegła z domu
Zachichotałam i wróciliśmy do oglądania. Muszę przyznać, że film był bardzo ciekawy i wzruszający. Pod koniec się popłakałam
- Ej nie płacz - szepnął brunet i mnie przytulił
- Zobacz jacy oni byli sobie wierni, aż do śmierci... i te 365 listów... - łkałam wycierając oczy
- Ja też będę tobie wierny, aż do śmierci, a nawet dłużej, jeśli tylko mi pozwolisz - szepnął
Spojrzałam na niego zaczerwienionymi z płaczu oczami i niedowierzaniem. Co mam przez to rozumieć ? Westchnęłam, po czym kątem oka zerknęłam na zegarek. Już 17 ! Jak ten czas szybko minął ! Szybko się ogarnęłam i uspokoiłam.
- Napijesz się czegoś ? - spytałam
- Nie, dzięki - uśmiechnął się
Nagle znów zadzwonił mój telefon. 'Boże, dzisiaj jakaś gorąca linia u mnie jest ?' - pomyślałam i znów czmychnęłam do pokoju
- Tak słucham ? - zaczęłam
- Hej dziewczę moje ! - usłyszałam uradowanego Toma
- Tommy ! Cześć ! - uśmiechnęłam się
- Co tam, jak z Młodym ? - spytał
- No dobrze, dobrze, dzisiaj mnie gdzieś zabiera - zachichotałam
- Uuu aktywna noc się szykuje ?
- No wiesz ty co ?! - ze śmiechem go skarciłam
- Oj tam, oj. Mów co chcesz, ja swoje wiem
- A jak tam u ciebie w rodzinnych stronach ? - spytałam
- Dobrze, w końcu się kompletnie odprężyłem - czułam, że się uśmiecha
- To świetnie - sama również wykonałam ten gest
Pogadaliśmy tak sobie jeszcze z godzinę i w bardzo miłym humorku rozłączyłam się, włożyłam telefon do kieszeni jeansów. Wróciłam do Natha, usadowiłam się obok niego, po czym przeciągnęłam.
- Już śpiąca ? - spytał z uśmiechem
- Nie no co ty ! Ja ? Nigdy !
- To świetnie, bo szykuje się długa noc - puścił mi oczko
- Co masz na myśli ? - uniosłam brew
- Zobaczysz jak będziemy na miejscu - powiedział, a mnie zaczęła zżerać ciekawość
Co on tam zaplanował ? Aj już się doczekać nie mogę !
Położyłam chłopakowi głowę na ramieniu i wbiłam wzrok w sufit - Gdzie ty mnie chcesz zabrać ? - spytałam
- A zobaczysz, zobaczysz - stwierdził tajemniczo
- No wiesz co ! Muszę wiedzieć i mieć pewność czy mnie nie uprowadzisz - dźgnęłam go w bok
- Oj bo nie będzie niespodzianki - jęknął, po czym zerknął na zegarek - Muszę już iść. Miej telefon przy sobie i nie ruszaj się, póki nie dostaniesz SMS'a - puścił mi oczko
Patrzyłam na niego spod przymrużonych powiek - Gdzie ty mi się wybierasz, co ?
- Dowiesz się w swoim czasie
- Dzięki wiesz - burknęłam sarkastycznie i usiadłam po turecku na sofie
- Zobaczymy się później, jak trafisz oczywiście - zachichotał
- Śmiej się, śmiej - parsknęłam
Dał mi niewinnego buziaka w policzek, po czym czmychnął z domu. Zaczęłam się domyślać, że będę musiała kierować się według wskazówek od bruneta. Co chwilę zerkałam na ekran z niecierpliwością. W końcu przyszła pierwsza wiadomość. Szybciutko ją odczytałam

'Jak wyjdziesz z domu skieruj się na wschód i idź prosto aż do starego młyna. Za nim skręć w prawo. Przejdź około 100 kroków, aż zobaczysz wąską ścieżkę prowadzącą do lasu. Na razie to tyle, powodzenia'

Postąpiłam tak, jak napisał. Miałam lekki problem z krokami, gdyż (po wykonaniu 100) nie widziałam żadnej ścieżki. Nic, a nic. Wszystko było zarośnięte. Jednak po dłuższych poszukiwaniach ją znalazłam. Wtem dostałam kolejną wiadomość.

'Kieruj się prosto, aż do pierwszego skrzyżowania. Później skręć w lewo i dalej już prosto. 
PS. Uważaj na dziki ! :) ' 

- Jakie dziki ? Ty chyba nie mówisz poważnie - powiedziałam sama do siebie i zaczęłam rozglądać się dookoła 
Szłam bardzo powoli. W końcu trafiłam w wyznaczone miejsce. Widziałam zarys znajomej sylwetki...




-----
Witam Wszyyyystkich w Mikołajki ! 
Jak tam mija dzień ? Ja dodaję rozdział póki mam prąd :) Bo przez ten cały Orkan to non stop mi coś tutaj się psuje ;-; 
Coś mi się wydaje, że rozdział długi wyszedł :P
Dobra, ja czmycham !
Mam nadzieję, że tym razem będzie trochę więcej komentarzy niż ostatnio ! :* Może taki prezencik z okazji Mikołajek ? Będzie mi milutko :) 
No to BUUUUUZIAKI :* 
Do nexcika ;) 

PS. zaprzestaję dodawania zdjęć pod postami ;c 

czwartek, 28 listopada 2013

Rozdział trzydziesty pierwszy

- A żebyś wiedziała - powiedział, zaczynając łaskotać dziewczynę
- Nath ! - parsknęła śmiechem
- Albo ja wybieram film, albo będziesz skazana na takie oto tortury - zaśmiał się szyderczo,dźgając ją w brzuch
Nagle zgasło światło - No nie ! Znowu ?! - krzyknęła zbulwersowana Jess
- No to teraz żadnego filmu nie obejrzymy - westchnęłam
- Ale od czego jest mój laptop - wypiął dumnie pierś
- Twój geniusz mnie powala - westchnęłam
- No co ? - zdziwił się
- Nath... Wiedziałeś, że laptop, nawet Mac potrzebuje prądu po jakimś czasie ? - spytałam
- Oj... No przecież, że tak !
- Jasne, jasne Sykes - zachichotałam
- No tak ! - zbulwersował się
- Ok - westchnęłam
Nagle zadzwonił mój telefon. Szybko, po omacku poszłam do pokoju, gdzie go zostawiłam.
- Tak słucham - odebrałam
- Hej Mel ! - usłyszałam Maxia
- O ! Co tam u ciebie braciszku ? - spytałam
- A nawet dobrze... Tęsknię za tobą młoda - westchnął
- Oj Łysolku ja za tobą też - zaśmiałam się - Ale jeszcze się ze mną pomęczysz, nie bój nic. Będziesz mnie miał dość przez dwa miesiące, zobaczysz - powiedziałam
- Kicia wiedziałem, że pojedziesz ! Wiedziałem! A ja ciebie nigdy bym nie miał dość ! - oburzył się zaraz
- No dobrze, dobrze - zachichotałam
- Wpadniesz do mnie dzisiaj, może byśmy wyszli do jakiegoś klubu to opić ? - zaproponował
- Ale na jestem z Nathanem w Gloucester przecież - stwierdziłam
Chłopak westchnął smutno - Jasne... To spędzajcie sobie miło czas. Nie przeszkadzam. A no i zadzwoń jak będziesz w Londynie - uciął
- Max no weź !
- Muszę iść, Jack na mnie czeka. Pa - pożegnał się i zanim zdążyłam mu odpowiedzieć, to połączenie zostało zakończone
Opadłam na łóżko, zastanawiając się czemu Max tak się... Zdenerwował ? Mógł być o mnie zazdrosny ? Nie... Chyba nie.
Położyłam się na miękkiej pościeli i założyłam ręce za głowę. Wbiłam wzrok w sufit. Po jakimś czasie usłyszałam otwierające się drzwi.
Spojrzałam w tamtą stronę i ujrzałam blondynkę.
- Można ? - spytała
- No jasne, chodź - poklepałam miejsce obok siebie
Dziewczyna szybciutko je zajęła - Bo... Meeel... Pomogłabyś mi ? Znaczy się może bardziej poradziła - szepnęła
- Jasne, mów o co chodzi - zachęciłam ją
- Bo wiesz... - zaczęła bawić się palcami - Chodzi o to, że Max... Czy on kogoś emm... ma ? Znaczy się nie tak - zaczerwieniła się i skryła twarz w dłonie
Na chwilę zamarłam. To jego dzisiejsze zachowanie.... No nic, może tylko to było moje odczucie.
- Spokojnie Słońce - poklepałam Jess po plecach - George ci się podoba ? - spytałam z uśmiechem
- Nooo... - mruknęła
- Wiesz, wydaje mi się, że on nikogo nie ma - puściłam oczko dziewczynie
- A mogłabyś z nim jakoś pogadać... O mnie ? - spytała
- Nie ma problemu - uśmiechnęłam się - Tylko Jess, nie uważasz, że 8 lat różnicy to trochę dużo ?
Jessica zamilkła - Dla mnie to nie ma znaczenia - odpowiedziała po chwili
Skinęłam głową - Ok
- Czyli pogadasz z nim ? - spytała jeszcze raz
- No jasne - uśmiechnęłam się
Blondynka mocno mnie przytuliła - Dziękuję - szepnęła
- Nie ma problemu Słońce - odwzajemniłam gest
- O, moje panie tu sobie pogaduszki urządziły ? - usłyszałyśmy Natha
- Twoje ? - zdziwiłyśmy się
- Oj no - zachichotał
- To ja już pójdę - stwierdziła Jessica puszczając mi oczko po kryjomu
Uśmiechnęłam się i zostałam sama z brunetem w pokoju. Zległam na łóżku. Chłopak zrobił to samo
- Co tam ? - spytał
Wzruszyłam ramionami - Jest ok - westchnęłam
- Ej, Mel - chwycił delikatnie moją dłoń - Co się dzieje ?
- Nathan cho... - nagle zadzwonił jego telefon
'Nie no, lepszego momentu to dzwoniący wybrać nie mógł !' Pomyślałam.
Chłopak odebrał, a ja się nim lekko rozczarowałam. W głębi duszy liczyłam, że odrzuci połączenie, no ale jak widać przeliczyłam się.
Wstałam, po czym wyszłam z pokoju. Poszłam do łazienki wziąć długą, odprężającą kąpiel.
Po godzinie, szczelnie owinięta w ręcznik poszłam do pokoju. Bruneta w nim już nie było. Wyjęłam dużo za dużą bluzkę + szorty i szybko się w nie przebrałam. 
Chciałam porozmawiać z Nathem o tej całej sprawie z przyjaźnią, ale chyba zrobię to kiedy indziej. Może sam zacznie temat ? Pożyjemy - zobaczymy. 
Położyłam się na łóżku i w mgnieniu oka zasnęłam. 

Obudził mnie zapach dymu. Powoli wyczołgałam się z cieplutkiej pościeli, po czym przetarłam oczy. Chwila, chwila ! Dymu ?!
Zerwałam się na równe nogi i pobiegłam do kuchni. Zastałam tam bruneta przysypiającego na krześle. Zajrzałam do piekarnika, a tam ciasto... Trochę za bardzo przypieczone.
- Naaaath - spojrzałam na chłopaka
- Hm ? - mruknął otwierając leniwie oczy
- Nie uważasz, że coś się jara ?
Zerknął na mnie podejrzliwie - A miałoby ?
- Wiesz... Wydaje mi się, że cias... - nie dał mi dokończyć
- BOŻE, CIASTO ! - krzyknął i pędem otworzył piekarnik
Gorące powietrze buchnęło mu w twarz, a ja zaczęłam się śmiać jak głupia. Wypiek przeobraził się w piękny węgielek.
- Oj Natty, Natty - zachichotałam
Chłopak migiem wyjął ciasto i postawił to na desce. Zaczął na nie chuchać, jednocześnie machając rękoma.
- Chodź, upieczemy nowe. Tego nie ma co ratować - uśmiechnęłam się
- Racja Słońce - odwzajemnił gest i wyrzucił wypiek do kosza
- To co pieczemy ? - spytałam
- Wybierz coś
Zastanowiłam się chwilę - Robimy ciasto drożdżowe - wyszczerzyłam się
- Ok, a co będzie potrzebne ? - otworzył szufladę
- Czekaj... - włączyłam telefon, gdzie miałam przepis - 350 g mąki pszennej, 110 ml mleka, 2 jajka, 7 g drożdży, 3-5 łyżek cukru, 25 g oleju lub roztopionego masła, 2/3 szklanki rodzynek, 1 szklanka cukru pudru, 2 łyżki wody i jajko do smarowania - powiedziałam
- Mmmm wszystko się znajdzie - puścił mi oczko, po czym wyjął potrzebne składniki
Zaczęliśmy piec ciacho. Nagle brunet 'przez przypadek' sypnął mi garścią mąki we włosy
- Osz ty ! - pisnęłam i mu oddałam
- Oooo ! Teraz muszę się wyczyścić ! - zaczął się otrzepywać, czyścioszek jeden
- Może będzie ci łatwiej - chlusnęłam mu wodą w twarz i tors
- Jeszcze się zemszczę - mruknął i urwał kawałek ręcznika papierowego
Wzruszyłam niewinnie ramionami - Tak, tak - uśmiechnęłam się
Efektem naszej prawie dwugodzinnej pracy było :
- Mmmm co tak pysznie pachnie ? - spytała Jess, wchodząc do kuchni
- A upiekliśmy ciacho drożdżowe - puściłam dziewczynie oczko i zaczęłam sprzątać kuchnię
- Natty zmyjesz później podłogę ? - poprosiłam
- No jasne - cmoknął mnie w policzek na co jego siostra szeroko się uśmiechnęła
Po paru minutach wszystko było czyściutkie i ogarnięte
- Dziewczyny, może pokażecie co kupiłyście ? - zaproponował Nathan, wchodząc do salonu
Wymieniłyśmy ze sobą znaczące spojrzenia - Tylko jedną sukienkę - powiedziałyśmy zgodnie
- No, no, no - wyszczerzył się, siadając na kanapie
Obie pobiegłyśmy do swoich pokoi i zaczęłyśmy się ubierać. Już, już kończyłam zapinanie suwaka, gdy nagle się zaciął ...




-----
Hej Wszystkim ! 
Dzięki za komy pod ostatnim rozdziałem :3 
To naprawdę bardo motywujące ! 
No to do nexta Kochane :* 
Buuuuuziaczki ♥ 

#ThursJay 

sobota, 23 listopada 2013

Rozdział trzydziesty

Jak zwykle wstałam rano, wykonałam standardowe czynności i idąc do kuchni zorientowałam się, że dzisiaj przyjeżdża kto ? Nathan !
Na mojej twarzy natychmiast zagościł uśmiech. Cała w skowronkach przygotowałam śniadanie dla Jess. Sama nie miałam ochoty jeść, więc czmychnęłam do salonu i po włączeniu telewizora rozwaliłam się wygodnie na kanapie.
Oglądałam jakiś wyjątkowo nudny program. Nie wiem ile tak siedziałam, ale z godzinę napewno.
Nagle usłyszałam kroki. Spojrzałam w tamtą stronę i ujrzałam zaspaną, uśmiechniętą od ucha do ucha blondynkę.
- Hej słońce, jak się spało ? - spytałam
- Nawet, naaaaawet - odpowiedziała ziewając
- W kuchni masz kanapki - powiedziałam z uśmiechem
- Dzięki ! - cmoknęła mnie w policzek i spojrzała na kalendarz - Oooo, dzisiaj wraca Nathan
Wyszczerzyłam się - Mel... Ty jedziesz do L.A z chłopakami, nieee ? - mruknęła dziewczyna
- No tak - stwierdziłam
- I będą media, imprezy i takie inne... zdajesz sobie z tego sprawę ? - kontynuowała
- No zdaję. Iiii ?
- Wypadałoby pojechać na zakupy jak na moje oko - klasnęła w dłonie z wielkim uśmiechem
Zaśmiałam się - Racja !
- Wybrałybyśmy się na takowe ? Na przykład dzisiaj przed przyjazdem Natha ? Co ty na to ?
- Jasne ! - powiedziałam z entuzjazmem
- Wybierzemy ci jakąś kieckę pozwalającą na kolana, do tego szpilki... Przy twoich nogach, figurze to każda będzie boska ! Każdy facet będzie się za tobą oglądać, gwarantuję ! Ba, już teraz się oglądają - zachichotała, a ja żartobliwie walnęłam ją w ramię
Dziewczyna wzięła talerz z posiłkiem i usiadła na kanapie obok mnie. Zaczęła pałaszować, a ja kontynuowałam oglądanie telewizji.
Dwie godziny później postanowiłyśmy zgodnie, że trzeba by było szykować się do wyjścia. Zrobiłam delikatny makijaż, rozpuściłam włosy i ubrałam się w to :
Po chwili moja towarzyszka również była gotowa. Zabrałam tylko telefon, kluczyki i portfel, po czym poszłyśmy do auta. Parę minut później byłyśmy przed sporym, nowoczesnym, bardzo ładnym budynkiem.
Trochę zajęło nam znalezienie wolnego miejsca parkingowego, ale w końcu udało nam się to.

Zegarek wskazywał godzinę 14:30 i mogłam stwierdzić, że na same zakupy pozostało nam około czterech godzin.
Wpadłyśmy do pierwszego lepszego sklepu. Nagle straciłam z oczu Jess. Rozglądnęłam się dookoła, ale nigdzie nie mogłam jej dostrzec.
Po chwili zobaczyłam blondynkę idącą w moją stronę z trzema kieckami.
Zrobiłam wielkie oczy.
- Wow, tak szybko ?
- No, a co Słońce. Mam nadzieję, że się spodobają ! - uśmiechnęła się szeroko i wręczyła mi ubrania
Odwzajemniłam gest ruszając do przymierzalni.
Tam dosyć szybko się uwinęłam i stwierdziłam, że wyglądam w nich bardzo dobrze.
Jessica znalazła dla siebie parę bluzek, spodnie i sukienkę. Zadowolone poszłyśmy do kasy. Zapłaciwszy za wszystko ruszyłyśmy na podbój kolejnych sklepów.
Tak przechadzając się po centrum handlowym kupiłam jeszcze sześć par szpilek, trampki, dwa full cap'y, cztery bluzki, dresy, dwie pary rurek oraz przeróżną biżuterię.
Tak dużych zakupów to nie planowałam, ale jakoś samo wyszło :D
Jess również się 'obłowiła' w ciuchy. Zadowolone z masą toreb ledwo co doczłapałyśmy się do auta. Zostawiłyśmy wszystko w bagażniku i zgodnie stwierdziłyśmy, że można by było pójść na kawę.
Uśmiechnięte od ucha do ucha poszłyśmy do Starbucks'a. Od razu poczułyśmy przyjemny, charakterystyczny dla tego miejsca zapach.
Moja towarzyszka zamówiła czarną herbatę, a ja latte. Usiadłyśmy sobie w rogu i zaczęłyśmy rozmawiać. Było dużo śmiechu, gdy dziewczyna zaczęła opowiadać o latach szkolnych Nathana, lub przesłuchaniach oraz jego pierwszych miesiącach w zespole.
Spojrzałam na zegarek, a tam 18:55 !
- Jess ! Nath już na nas od 25 minut czeka ! - zerwałam się z miejsca
Dziewczyna postąpiła tak samo. Prawie biegiem ruszyłyśmy na parking. W drodze blondynka zaczęła rechotać jak głupia
- Gdybyś tylko widziała swoją minę w tamtym momencie - wydusiła przez śmiech - Zakładam, że Nathana teraz otaczają tłumy fanek
- No to chłopak w dobrych rękach jest - zaśmiałam się
Dziewczyna postąpiła tak samo, puściłam jej oczko. Wygrzebałam z torebki kluczyki, po czym szybciutko wsiadłyśmy do auta.
W niecałe 15 minut byłyśmy na miejscu. Pobiegłyśmy na peron i ujrzałyśmy dużą grupę dziewczyn otaczającą kogoś.
- Jak myślisz, mogę tam wejść ? Bo trochę się boję... - stwierdziłam, przystając na chwilę
- Nie ma czego, idziemy - uśmiechnęła się ciepło i pociągnęła mnie za rękę
Jakimś cudem przedarłyśmy się przez zwartą grupę TWFanmily. Czułam jak serce mocniej mi bije.
- Mel ! - krzyknął z uśmiechem i wziął mnie w ramiona
Zaskoczył mnie, nawet bardzo. Dopiero po chwili odwzajemniłam gest. Słyszałam jak co jakiś czas w tłumie padało moje imię. Niektóre próbowały o coś spytać, ale brunet prosił mnie, abym nie odpowiadała.
Chłopak przywitał jeszcze swoją siostrę.
Pożegnał się ze wszystkimi dziewczynami, które może były nieco zawiedzione i w miłej, bardzo gadatliwej atmosferze ruszyliśmy do samochodu.
Widziałam, że brunet był bardzo zmęczony, ale starał się to ukryć.
- Jak mama ? - spytał mnie, wsiadając na miejsce kierowcy
- Dobrze, już nawet troszeczkę chodzi - powiedziałam z uśmiechem i usiadłam obok niego
- Nath jesteś zmęczony... Może ja poprowadzę ? - spytałam delikatnie
- Nie, dam radę koch... Słońce - stwierdził łagodnie
Siostra chłopaka usadowiła się z tyłu i patrzyła na bruneta.
Kąciki moich ust powędrowały ku górze. Zaczęłam wpatrywać się w drogę rozciągającą się przed nami. W końcu dojechaliśmy do domu Sykesów.
Dwudziestolatek pomógł nam wypakować i zanieść wszystkie zakupy do pokoi. Był lekko zszokowany ich ilością, ale nic nie komentował. Od czasu do czasu się uśmiechał, dyskretnie zaglądając do jednej z moich toreb.
Jess czmychnęła do siebie, a ja z Nathanem skierowaliśmy się do pokoju chłopaka
- Mel jak tam ? Jak ci minął tydzień ? - spytał zamykając za nami drzwi
- A dobrze... Jak zwykle - stwierdziłam i zadałam mu to samo pytanie
- Tęskniłem za tobą - powiedział niskim głosem, podchodząc do mnie - Bardzo - trącił nosem moją szyję
- Oj Natty, Natty, Natty - westchnęłam odsuwając go od siebie - Chodź, zjesz coś, hmmm ? - starałam jakoś zmienić temat i tą całą sytuację, bo czułam się lekko niezręcznie
Chłopak skinął głową - Z chęcią - stwierdził
Poszliśmy razem do kuchni - Co zjesz ? - spytałam
- Hmm... Może naleśniki ? - mruknął
- Ok - uśmiechnęłam się i zaczęłam przygotowywać posiłek
Nath usiadł przy stole, czułam jego wzrok na sobie. Po paru dobrych minutach podałam mu jedzenie i zajęłam miejsce obok niego. Jessica akurat zeszła na dół, po czym dosiadła się do nas.
- Hej, może obejrzymy jakiś film ? Co wy na to ? - zaproponowała
Spojrzałam na bruneta. Uśmiechnął się - Dobry pomysł siostra, tylko ja wybieram - stwierdził
- O nie ! Pewnie znów wybierzesz horror ! - pisnęła




----- 
Hej Wszystkim ! Już weekend ! 
Coś mało komentarzy pod ostatnim rozdziałem ;c 
Starałam się napisać długi rozdział, ale nie wiem czy mi wyszło :P 
Wow ! Już 30 za nami ! :D i ponad 17 tys wejść ! Dziękuję ! :* MTV Stars 2013 | MTV - głosujcie na chłopaków <jeśli posiadacie konto na tt !> :* 
No to do nexta !
Buziaki :* 

#SivaSaturday ! 


niedziela, 17 listopada 2013

Rozdział dwudziesty dziewiąty

Wpadłyśmy do domu w bardzo dobrym humorze. Odwiesiłyśmy kurtki na haczyki, buty zostawiłyśmy na półce.
- Chcesz coś zjeść ? - spytałam dziewczynę
- Raczej nie - stwierdziła, rzucając się na sofę
Postąpiłam identycznie, jednocześnie włączając telewizję. Natrafiła się akurat MTV i... Nasi chłopcy !
Usiadłam szybciutko i zaczęłam wpatrywać się w ekran. Zaczęli akurat śpiewać akustyczną wersję Show Me Love.
Zamknęłam oczy, rozkoszując się ich niesamowitymi, czystymi, świetnie ze sobą współgrającymi głosami. Nawet nie wiem kiedy zaczęłam nucić razem z nimi.
Równo wtedy, gdy skończyli, ktoś wpadł na 'wspaniały' pomysł odłączenia nam prądu
- Jess, gdzie jesteś ? - spytałam, wstając
- W kuchni, a ty ? Nic nie widzę - powiedziała
Poszłam w jej kierunku i nagle nastąpiło zderzenie czołowe, dosłownie. Jęknęłyśmy z bólu, po czym poszłyśmy do pomieszczenia z którego jeszcze przed chwilą wyszła blondynka. Przyłożyłam sobie zimną łyżkę do bolącego miejsca. Dziewczyna postąpiła identycznie.
Patrząc na siebie zaczęłyśmy się śmiać jak nienormalne. Usłyszałam gdzieś w oddali swój telefon. Zrozpaczona, kompletnie nic nie widząc, po omacku ruszyłam go szukać. Co chwilę potykałam się o różne meble, wszystko. Dobrnęłam do przedpokoju i wyciągnęłam telefon akurat wtedy, kiedy przestał dzwonić. Myślałam, że zaraz wyjdę z siebie.
Pokonałam taki kawał, ryzykując życiem (no zdrowiem napewno :P) aby on przestał wydawać z siebie dźwięki ?! No super. Ja się już stąd nie ruszam i koniec.
Usadowiłam cztery litery na podłodze, po czym zaczęłam bawić się komórką. Gdy zaczęła dzwonić, to aż się przestraszyłam. Spojrzałam na wyświetlacz i kogo widzę ? Pana Sykesa we własnej osobie. Zaśmiałam się, po czym szybciutko odebrałam.
- Hejka - powiedziałam
- Hej słońce - odpowiedział rozpromieniony - Co tam u was ? - spytał
- No właściwie to dobrze... Tylko nie mamy prądu - westchnęłam - Tak brzydko śpiewaliście, że go odłączyli - zaśmiałam się
- Ha ha ha - burknął
- Krytykę też trzeba przyjmować - powiedziałam, starając się aby zabrzmiało to poważnie
- Serio było aż tak źle ? - spytał zawiedziony
- Oj Natty, przecież żartuję. Było świetnie - stwierdziłam
Odetchnął z ulgą - Jak mama i Jessica ?
- Dobrze, bardzo dobrze. Zrobiłyśmy sobie dzisiaj babskie pogaduchy - zachichotałam
- Uuu, ciekawie, ciekawie ! Wiesz Mel... Fajnie, że cię mam - powiedział, na co się uśmiechnęłam
- Dziękuję i wzajemnie - szepnęłam
- Słuchaj... Bo jest taka sprawa - no przecież, czym by były miłe słówka bez jakiegoś interesu ?
- Tak ?
- Za niecałe dwa tygodnie wyjeżdżamy do Los Angeles i...
- I mam tu zostać, zgadza się ? - przerwałam mu
- Nie, chodzi o to, że chcielibyśmy, żebyś pojechała z nami - powiedział szybko
Zamarłam. Ja ? Po co im tam ja ?
- I... I co ? - spytałam
- Będziemy tam kręcić program - stwierdził
- A do czego jestem wam tam potrzebna ? - spytałam
- Chciałbym cię po prostu mieć przy sobie - szepnął
Zarumieniłam się mocno
- Będzie też Nareesha, Kelsey... Ale jak nie chcesz jechać, to spoko. Nie chcę cię do niczego zmuszać. Tylko proponuję - dodał szybko
- Co ty, pojadę - zaśmiałam się
- Poważnie ?! - prawie krzyknął z radości
- No jasne - powiedziałam
- Dzięki !
- Nie ma za co - uśmiechnęłam się szeroko - Jak tam ci minął dzień ?
- Hmm trochę roboty było. Na początek radio, a później MTV przy którym było duuużo zabawy - zaśmiał się - Jay zaczął ganiać prezenterkę próbując polać ją wodą, Max mu nieudolnie pomagał przy czym... Wywalił kamerę razem z operatorem, Tom w garniturze zaczął się tarzać po ziemi, a Siva tak się roześmiał, że nikt nie mógł go uspokoić... Długa historia, nie pytaj - parsknął śmiechem
Zrobiłam to samo, oczami wyobraźni widząc chłopaków w takiej 'akcji'.
Coś bezcennego. Czuję, że mieszkanie z nimi będzie genialne.
- A jak tam u ciebie ? - spytał
- OK, właściwie to nic ciekawego - stwierdziłam
- No to z jednej strony dobrze - zaśmiał się
- Meeel ! - usłyszałam krzyk Jess
- Zaczekaj chwilę - powiedziałam Nathanowi i pobiegłam po ciemku do dziewczyny
- Co się stało ? - spytałam
- Tam jest mysz ! - pisnęła, wspinając się na blat
- Gdzie ?! - krzyknęłam
Blondynka zaświeciła latarką na gryzonia. Była to niewielka, biała myszka. Parsknęłam śmiechem, po czym wzięłam ją w ręce
- To tylko mały, niewinny ogoniasty stworek - powiedziałam
- Może niewinny, ale źle mu z oczu patrzy ! Idź z nim ode mnie ! - pisnęła
- Dobra, dobra - zaśmiałam się, po czym oddaliłam od dziewczyny i wypuściłam zwierzę do ogrodu
Usłyszałam śmiech w słuchawce - Nathan ja wszystko słyszę ! - krzyknęłam - Oj taaam - mruknął - Tylko się nie gniewaj
- Nie mam powodu - zachichotałam
- To dobrze - stwierdził - Muszę iść, praca wzywa
- Praca o tej porze ? A nie przypadkiem wypad do klubu ? - powiedziałam
- Ale to też praca, nie ?
- Chyba przełyku - zaśmiałam się - Dobra, idź już, bo jeszcze się spóźnisz... Tylko się nie zapraw tak jak ostatnio
- Ok. Pozdrów tam wszystkich ode mnie - dodał, po czym rozłączyłam się
- Jess masz pozdro od Natha ! - krzyknęłam
- Dzięki ! Chodź, włączyli już prąd - powiedziała
- Pędzę - zaśmiałam się
Nagle zachciało mi się strasznie spać. Miałam jeszcze co prawda w planach posprzątanie domu (a przynajmiej jakiejś jego części) jednak stwierdziłam, że nie będę w stanie tego dzisiaj zrobić.
- Jess, ja już chyba pójdę spać - powiedziałam
- Ok, nie ma problemu - uśmiechnęła się szeroko, po czym mnie przytuliła
- Branoc - cmoknęłam dziewczynę w policzek i uciekłam do łazienki
Ogarnęłam się tam dosyć szybko. Czmychnęłam do pokoju i padłam na łóżko. Dosyć szybko zasnęłam.

Obudziłam się dwie minuty przed budzikiem. Wyłączyłam go, wyjęłam jakieś ciuchy z szafy i poszłam do łazienki się ogarnąć. Nie spędziłam tam więcej niż 30 minut.
Wyszykowana cichutko poszłam do pokoju dziewczyny. Okazało się, że Jess jeszcze śpi. Nie chciałam jej budzić, więc zdecydowałam, że zrobię śniadanie.
Uwinęłam się z tym bardzo szybko. Gdy wszystko było gotowe, zaczęłam sprzątać i myć podłogi. Ogółem takie domowe prace. Później pojechałyśmy do Karen. Tak wyglądał cały mój tydzień.



-----
Ahhhh weekend *-* czujecie to ? 
Przepraszam, ale nie napisałam rozmowy o Nathanie :c jakoś mi nie szła kompletnie i ją usunęłam ;x
Mam nadzieję, że rozdział się podobał :*
Ściskam mooooooooooooooocno :3 i... do nexta :* 
Buuuziaki moje Słońca kochane :*******

#SykesSunday !

środa, 13 listopada 2013

Rozdział dwudziesty ósmy

Następnego dnia obudziło mnie uczucie, że ktoś mi się przygląda. Leniwie otworzyłam oczy i ujrzałam kogo ? Kotkę Tię, siedzącą w nogach łóżka.
- Hej śliczna - uśmiechnęłam się
Ta podeszła do mnie, nastawiając się na pieszczoty. Zaczęłam drapać ją delikatnie za uchem i pod bródką. Po chwili przewróciła się na plecki. Zachichotałam, zaczynając głaskać Tię po szarym brzuszku.
Wydawała z siebie pomruki zadowolenia.
Powoli zwlekłam się z łóżka, założyłam ciepłe kapcie i razem z moją towarzyszką poszłam do kuchni. Kicia wskoczyła na blat, oczekując jedzenia
- Tia, ja nie mam pojęcia, gdzie Nath trzyma twoje jedzonko - powiedziałam
W odpowiedzi usłyszałam długie, niezadowolone miauknięcie. Usłyszałam powolne kroki w holu. Po chwili w wejściu stanął brunet bez koszulki.
Mój wzrok na chwilę zawiesił się na torsie chłopaka, jednak dosyć szybko przeniosłam go na kotkę
- Natty, gdzie trzymasz dla niej karmę ? - spytałam
Podrapał się po głowie, ściągając brwi - Eeee... Powinna być w tej szafce - wskazał palcem miejsce
Skinęłam głową i sprawdziłam czy się przypadkiem nie pomylił.
Wyciągnęłam stamtąd wielką paczkę, a może 'pakę' kociego żarcia
- No dobra Tia, jedzonko mamy. Ale ile tego sypać ? - szepnęłam do niej, otwierając opakowanie
Ta, nie czekając wskoczyła do środka. Zrobiłam wielkie oczy - Nathaaaan - spojrzałam na zasypiającego bruneta
- Co ? Jak się naje, to wyjdzie, nie bój nic - powiedział
- Aha. - patrzyłam kotkę z lekkim zszokowaniem
- Jak się spało ? - spytał, robiąc herbatę
- Dobrze - uśmiechnęłam się delikatnie -  A tobie ?
- Też, dziękuję - puścił mi oczko, podając gorący napój
Usłyszeliśmy otwierające się drzwi
- Hej wszystkim ! - krzyknęła radośnie
- Jess ! - powiedzieliśmy równocześnie
Dziewczyna głośno się zaśmiała - No, no, no jacy zgrani - stwierdziła
- Oj tam - znów razem
Zaczęliśmy się śmiać. Po chwili opanowaliśmy rozbawienie - Nathan jesteś gotowy ? - spytałam, spoglądając na zegar ścienny
- Ale do czego ? - zmarszczył brwi
- No za niecałą godzinę masz pociąg do Londynu - westchnęłam
- Co ?! - krzyknął, gwałtownie podrywając się z miejsca
- Tak Sykes, masz pociąg za równo 45 minut do uwaga... Londynu ! - odkrzyknęłam ze śmiechem
Pobiegł pędem do swojego pokoju. Razem z Jessicą zaczęłyśmy rechotać.
- Słońce ty zostajesz, prawda ? - spytała z nadzieją blondynka
Skinęłam głową, a dziewczyna mocno mnie przytuliła.
- Meeel... - szepnęła
- Tak ?
- Pojechałybyśmy dzisiaj do mamy ? - spytała
- No jasne, że tak ! - poczochrałam ją po włosach, na co obie się zaśmiałyśmy
Usłyszałyśmy Nathana zbiegającego po schodach. Przytulił się najpierw z siostrą, a później ze mną
- Dziękuję - szepnął
- Nie ma za co - odpowiedziałam - Trzymaj się tam i wracaj szybko - cmoknęłam go w policzek
Kąciki jego ust powędrowały w górę. Pożegnał nas jeszcze raz, po czym wyszedł z domu.
Zjadłyśmy z Jess śniadanie. Dziewczyna wpadła na genialny pomysł, żeby pokazać mi zdjęcia Natha z dzieciństwa.
Usiadłyśmy po turecku w salonie i zaczęłyśmy oglądać album, wcinając żelki. Oj dużo było śmiechu. Gdyby tylko Sykes się o tym dowiedział, to dziewczyna pewnie by już nie żyła :P
Zauważyłam, że tylko na jednej fotografii widnieje ich tato. Nie chciałam o nic pytać. Uznałam, że nie wypada.
- O jeeeeju to Natty ? - wskazałam zdjęcie, na którym widniał mały chłopiec w przebraniu
Wyglądał cudownie, przesłodko. Blondynka skinęła głową z uśmiechem.
Po paru dobrych minutach odłożyłyśmy album na stolik i pobiegłyśmy się ogarnąć.
Wychodząc z domu, Jessica podała mi kluczyki od auta. Uśmiechnęłam się szeroko
- Mam prowadzić ?
- No raczej - zaśmiała się
Mlasnęłam z zadowolenia, po czym obie wpakowałyśmy się do czerwonego samochodu. Bez problemu go odpaliłam i ruszyłyśmy w drogę.
Parę minut później byłyśmy na miejscu. Akurat zaczęło padać. Zwinęłyśmy się migiem do budynku. Poszłyśmy już dosyć spokojnie w stronę pokoju Karen.
Jessica co chwilkę obdarzała mnie promiennym uśmiechem, który oczywiście za każdym razem odwzajemniałam.
Gdy tylko przekroczyłyśmy próg, przywitała nas rozpromieniona kobieta. Blondynka szybciutko do niej podeszła i przytuliła. Zrobiło mi się ciepło na sercu.
- Hej Melanie - Karen uśmiechnęła się do mnie
- Cześć - powiedziałam, odwzajemniając gest
- Gdzie Nath ? - spytała
- Musiał jechać do Londynu, mają różne wywiady, nagrania i te inne - powiedziałam
- Aaa to wszystko wyjaśnia - zaśmiała się
- Jak się czujesz ?
- Już dużo lepiej słońce - uśmiechnęła się szeroko do córki
- To ja Was zostawię - szepnęłam i zaczęłam zmierzać w kierunku drzwi
- Melanie, chyba sobie żartujesz - usłyszałam rozbawioną Karen
- Em, no ja nie chcę przeszkadzać... - powiedziałam
- Kochana za bardzo cię lubię, żebyś mogła przeszkadzać - zaśmiała się - Jesteś najwspanialszą dziewczyną Nathana, jaką kiedykolwiek miał - dodała, a ja przybrałam barwę buraka
- Tylko, że my nie jesteśmy razem - stwierdziłam prawie szeptem
Obie spojrzały na mnie - Jak to ? - spytały chórem
- Noooo jakoś tak wyszło - powiedziałam
Westchnęły - Cóż... Tak bywa - odezwała się Karen i uśmiechnęła do mnie ciepło
Wzruszyłam bezradnie ramionami, odwzajemniając gest.
Posiedziałyśmy w szpitalu parę dobrych godzin, prowadząc tzw. 'babskie pogaduszki'. Rozluźnione i rozpromienione pożegnałyśmy się z kobietą, po czym ruszyłyśmy do auta.
Przemierzałyśmy słabo oświetlone, mokre ulice, prowadząc bardzo ożywioną rozmowę, która nawet nie wiedząc kiedy przeszła na temat bruneta...


-----
CZEŚĆ WSZYYYYYSTKIM :3
Jejciu :3
Jak tam rozdział? Podobał się?
*-* RANYYY ponad 16 tys wejść ♥ Dziękuję ♥
Wiecie co? Przyszła do mnie płytka WOM i tak. Gdy ją zamawiałam, to <akurat!> okazało się, że nie ma już tych z autografami. No myślę 'OK, niech będzie bez :)'
Ja otwieram ją, patrzę, a tam :
Doznałam szoku <POZYTYWNEGO OCZYWIŚCIE!> JEJKU ♥ Strasznie się cieszę 


niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział dwudziesty siódmy

Zeszliśmy na dół, ubrałam buty i kurtkę, po czym wyszliśmy z domu. Nathan musiał wrócić się jeszcze na chwilę, ponieważ zapomniał kluczy od auta. Czekając na podjeździe nagle usłyszałam kroki.
Obróciłam się i zobaczyłam już skądś znajomą szatynkę.
- Jest Nathan ? - spytała
- A co ? - spojrzałam na nią
- Nie twoja sprawa, jasne ? Jest, czy nie ? - warknęła
Wzięłam głęboki wdech i wydech - Nie dl... - nie dokończyłam, ponieważ chłopak wyszedł z domu
Ta uśmiechnęła się do mnie słodko, że w pewnej chwili miałam ochotę wydrapać jej oczy, jednak się powstrzymałam.
- Chloe co ty tu... - patrzył na dziewczynę
- Nathan... - podeszła do niego - Może byśmy tak jeszcze raz spróbowali... - przejechała dłonią po jego torsie
Gotowało się we mnie, ale starałam zachować kamienną twarz.
Co ona sobie myśli do cholery jasnej ?! - krzyczałam w środku
Brunet patrzył na nią przez chwilę - Nie dotykaj mnie - powiedział, a ja odetchnęłam
Patrzyła tępo na chłopaka - Co ? - spytała z niedowierzaniem podnosząc brew
- Nie. Dotykaj. Mnie - warknął
- Ale...
- Nie ma żadnego 'ale'. Wynoś się stąd, natychmiast - rzucił oschle, tak aż mnie ciarki przeszły
Ta skierowała się w moją stronę i oberwałabym, gdyby nie Nathan, który złapał ją za nadgarstek
- Tylko ją tknij - warknął
Szatynka prychnęła, wyrwała rękę z uścisku, po czym ruszyła wściekle w swoją stronę. Stałam jeszcze przez chwilę zszokowana tym, co miało miejsce przed paroma sekundami.
- Przepraszam cię za nią - szepnął
Uśmiechnęłam się delikatnie - Przecież ty nie masz wpływu na jej działania - powiedziałam i poczochrałam mu grzywkę.
- Jedziemy ? - spytał
- No jasne - dałam mu buziaka w policzek, po czym wsiadłam do auta
Sykes postąpił tak samo. Po paru minutach byliśmy w szpitalu. Okazało się, że stan Karen zdecydowanie się polepszył i przeniesiono ją do innego pokoju. Jednak jeszcze się nie wybudziła.
Biegaliśmy po szpitalu, szukając sali numer 308, bo żaden lekarz nie raczył nas poinformować, gdzie takowa się znajduje. Parę dobrych minut później udało nam się ją odnaleźć. Weszliśmy do pomieszczenia równocześnie.
Kobieta nie była już taka blada, ogółem wyglądała wiele wiele lepiej. Nath przyniósł mi krzesełko, a sam usiadł na łóżku.
Siedzieliśmy tak przez jakiś czas, gdy do pokoju weszła Jessica. Od razu się z nią przywitałam.
- Hej słońce - przytuliłam ją
- Heeeeeeej - uśmiechnęła się
- Jak tam, jak się czujesz ? - spytałam
- Jest w miarę dobrze - odpowiedziała - Jak mama ?
- Coraz lepiej - do rozmowy włączył się Nathan
Dziewczyna podeszła do brata i mocno go przytuliła. Kąciki moich ust natychmiast powędrowały w górę.
Nagle zadzwonił mój telefon. Przeprosiłam ich, po czym wyszłam na korytarz.
- Hal...
- Mel ! - usłyszałam Maxa
- O cześć - powiedziałam
- Gdzie wy z BabyNathem jesteście ? - spytał
- Em. Karen miała wypadek i jesteśmy w Gloucester
- Ou no to niech szybko zdrowieje - westchnął
- A czemu pytasz ?
- Bo jutro ma być tu, u nas. Mamy tydzień pełen roboty - powiedział - Przekażesz mu ? Jeśli nie przyjedzie to mu nogi z dupy powyrywamy
Zaśmiałam się cicho - Przyjedzie, przyjedzie ! Ja już o to zadbam !
- Trzymaj się kochana - cmoknął w słuchawkę - I wiesz, jak na razie, to nie szalejcie tam za bardzo ! Nie chcę zostać wujkiem... JESZCZE !
- No o to, to martwić się kompletnie nie musisz - stwierdziłam - Papa - odwzajemniłam gest i rozłączyłam się
Wróciłam do pomieszczenia i spojrzałam na bruneta
- Kto ? - spytał
- Maxiuuu... Jutro masz być w Londynie, na tydzień z tego co mi wiadomo - powiedziałam
Spojrzał na mnie z zaskoczeniem - Nie, nie mogę... Muszę być w Gloucester - westchnął
Podeszłam do niego - Nathan... Ja mogę tu zostać, gdybyś nie miał nic przeciwko... Zaopiekowałabym się Karen... - szepnęłam
- Mogłabyś, naprawdę ? - spytał
Skinęłam głową. Brunet wstał i mocno mnie przytulił. Wtuliłam się w niego.
- Co ja bym bez ciebie zrobił... - wyszeptał
Uśmiech natychmiast zagościł na mojej twarzy. Chwilę tak postaliśmy, po czym chłopak usiadł na łóżku, a ja na krześle. Doszła do nas Jessica, która usadowiła się przy Sykesie. Rozmawialiśmy sobie.
Po dłuższym czasie zauważyliśmy, że kobieta zaczęła się delikatnie poruszać. Powoli otworzyła oczy.
- Mamo ! - pisnęła blondynka i od razu się do niej przytuliła
My z Nathanem uśmiechnęliśmy się do siebie.
Karen przywitała się z nami wszystkimi. Była słaba, ale w końcu co się dziwić.
Posiedzieliśmy jeszcze trochę w szpitalu, po czym Jessicę zabrali dziadkowie, a my z Nathem ruszyliśmy do domu. Przyjechaliśmy i od razu poszłam do kuchni
- Chcesz coś zjeść ? - spytałam
- A z chęcią - powiedział
- A co by pan zjadł, hmm ?
- To co podasz - zaśmiał się
Zabrałam się więc za robienie jogurtu z truskawkami, bananami i mango. Gdy wszystko było gotowe, przełożyłam jedzenie do miseczek, z czego jedną podałam chłopakowi
- Smacznego - uśmiechnęłam się i zaczęliśmy spożywać
- Mmmm pyyycha - powiedział
- Dziękuję - puściłam mu oczko
Zaśmiał się, po czym wrócił do jedzenia. Usiadłam obok niego na sofie. Brunet włączył telewizor i zaczęliśmy oglądać jakiś niezbyt ciekawy program. Coś typu 'soap opera'
Chwilkę z nim posiedziałam. Nagle złapała mnie ogromna chęć szkicowania.
- Nattyyyyy - mruknęłam
- Co ? - spojrzał na mnie
- Mógłbyś zostać dzisiaj moim modelem ? - zaśmiałam się
- No jasne - odpowiedział bez wahania
- Dzięki - cmoknęłam go w policzek, po czym pobiegłam po mój zeszyt, ołówek i inne przybory.
Usiadłam naprzeciw chłopaka i zaczęłam szkicować.
Miał na sobie koszulę polo, jednak ją troszeczkę 'przerobiłam' :3

- Ręka mnie już boli - jęknął
- Już kończę, już... Ale po co ją jeszcze tak trzymasz ? - zaśmiałam się
- Bo mi kazałaś - spojrzał na mnie zdezorientowany
- Przecież już pół godziny temu ci mówiłam, że możesz ją opuścić - próbowałam powstrzymać się od śmiechu
- Ale... Ale jak to ? - bezsilnie się we mnie wpatrywał
- No i tak mnie słuchasz panie Sykes - parsknęłam śmiechem
- Oj lepiej mi pokaż tą swoją czterogodzinną robotę - mruknął
Wedle życzenia wręczyłam mu mój szkicownik. Patrzył się na niego z otwartymi ustami
- Nie no jak ci się nie podoba, to mów - wzruszyłam ramionami
- To jest... To jest niesamowite ! - wydusił
Uśmiechnęłam się szeroko - Dzięki - przytuliłam chłopaka




-----
Hejkaaaa :*
Jak tam u Was ?
Mnie dorwała wena i nie chce opuścić :P
Ostatnio oglądałam sobie This Week's Top 20 | MTV UK i patrzę a tam Nasi chłopcy z SML na 3 miejscu! Strasznie dumna z nich jestem *-*
Martwię się coś o moją płytkę WOM, bo nie przyjeżdża i nie przyjeżdża... A ja czekam :P
I CHCIAŁAM WAM BAAAAARDZO PODZIĘKOWAĆ ZA 14 KOMENTARZY ! JEZUSIE ♥ Dziękuuuuuuję :* 

No to .... DO NEXTA :* 

#SykesSunday 









czwartek, 7 listopada 2013

Rozdział dwudziesty szósty

Kobieta leżała w bezruchu na białym łóżku. Jeszcze całkiem niedawno rozmawiałam z nią normalnie... Mam nadzieję, że szybko z tego wyjdzie. Martwię się. Uścisnęłam jej dłoń. Nawet nie wiem ile tak siedziałam. Słyszałam tylko równomierne pykanie maszyn i bicie mojego serca.
Strasznie polubiłam Karen. Co prawda nie znałam jej długo, ale ona ma w sobie coś takiego... Miłego, przypominającego mi dom, rodziców.
Rodzice ! Jak ja dawno z nimi nie rozmawiałam ! Gdy tylko wrócę do domu, od razu łapię za telefon i dzwonię. Koniecznie.
Nagle do pokoju wszedł znajomy brunet. Zbliżył się do mnie i uśmiechnął delikatnie. Odwzajemniłam gest - I co ? - spytałam
- Na szczęście nie ma obrażeń wewnętrznych. Tylko złamane żebro i niedługo powinna się wybudzić - powiedział z widoczną ulgą
- Oj... to dobrze, że nie ma nic poważniejszyego - odetchnęłam i spojrzałam szybko na stojącego nade mną chłopaka - Już sobie idę - podniosłam się z krzesła
Ten zaśmiał się - Nie no co ty - usiadł i pociągnął mnie na swoje kolana - Nath ! - pisnęłam
Uśmiech nie schodził mu z twarzy.  Położyłam głowę na jego klatce piersiowej i zaczęłam wsłuchiwać się w równomierne bicie jego serca. Uspokajało mnie to bardzo. Objął mnie jedną ręką, a drugą złapał dłoń swojej mamy.
- Natty, gdzie Jess ? - spytałam po chwili  - Dziadkowie po nią przyjechali... Nie chciałem żeby tu siedziała, poza tym jutro ma szkołę - szepnął
Skinęłam ze zrozumieniem głową, po czym wtuliłam się w Sykesa.
- Tak się cieszę, że tu jesteś, że cię mam - szepnął
Nie odpowiedziałam. Uśmiechnęłam się delikatnie. Siedzieliśmy tam parę naprawdę dobrych godzin. Gdy spojrzałam na zegarek było po 23. Jakiś czas później zaczęłam się robić senna. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Obudziłam mnie deszcz bijący zacięcie w szyby. Co chwilę błyskało, czasem nawet tak, że rozjaśniało się calutkie pomieszczenie. Było jeszcze ciemno. Zerknęłam po pokoju i zobaczyłam Nathana śpiącego na fotelu. Zrobiło mi się głupio. W końcu spałam w jego łóżku... Usiadłam po turecku, zajmując się patrzeniem na bruneta.
Spojrzałam na zegarek i okazało się, że jest dopiero 3:10
Nagle chłopak się obudził. Uśmiechnęłam się delikatnie.
- O, a co ty, nie śpisz ? - spytał szeptem
- Nie mogę zasnąć - powiedziałam
Westchnął i spojrzał się za okno.
- Chodź tu - wyszeptałam klepiąc miejsce obok siebie
Spojrzał się na mnie z niepewnością. Wzruszyłam ramionami - Nie no jak nie chcesz to nie... - mruknęłam, po czym się obróciłam
Słyszałam jak wstaje i idzie w moją stronę. Pocałował mnie w policzek, przeczołgując się po mnie, na co się zaśmiałam.
- Ja bym nie chciał do ciebie przyjść ? No wiesz co - powiedział śmiejąc się
Pstryknęłam go żartobliwie w nos. Sykes przygarnął mnie do siebie i po chwili zasnęliśmy.
Obudził mnie huk. Poderwałam się szybko z łóżka. Nathana nie było obok mnie. Wybiegłam na korytarz i już, już miałam schodzić po schodach, gdy zobaczyłam go leżącego twarzą do podłogi.
- Nathan ! - pisnęłam, zbiegając na dół
- Nic mi nie jest, jeszcze żyje - jęknął
Pomogłam mu wstać. Zauważyłam, że ma lekko rozciętą wargę. 'Ten to zawsze musi coś sobie zrobić' pomyślałam, po czym pociągnęłam go do kuchni.
- Czekaj, zaraz ci to odkażę - powiedziałam, biorąc gazę z apteczki
Słyszałam jak chłopak westchnął. Po chwili wszystko było opatrzone - Następnym razem uważaj bardziej na siebie - stwierdziłam
- Oczywiście - mruknął stając za mną i kładąc mi dłonie na biodrach
Zdenerwowało mnie to trochę. Co on sobie wyobraża ? Mieliśmy zacząć wszystko OD NOWA a nie.
- Weź ręce, bo nie tu powinny być - warknęłam
- Przepraszam - szepnął, odsuwając się ode mnie
Pokręciłam głową z dezaprobatą.
- Co chcesz na śniadanie ? - spytałam
- Obojętnie mi - stwierdził, po czym wyciągnął mleko z lodówki, a z szafki jakieś płatki
Zmieszał to wszystko w misce, idąc do salonu. Wzruszyłam ramionami i zrobiłam sobie kanapkę.
Po jakiejś chwili przypomniałam sobie, że miałam zadzwonić do rodziców. Pędem pobiegłam na górę, gdzie zorientowałam się, że nie wzięłam ze sobą laptopa.
- NATHAAAAAAN - krzyknęłam
- Coooooo ? - spytał
- Mooooogę koooompa pooożyczyć ?! - wrzasnęłam
- Bieerz coo chcesz ! - odpowiedział
Zaśmiałam się pod nosem, po czym zabrałam się za rozgryzanie Sykesowego hasła. Data jego urodzin... Źle... Imię mamy, siostry... Nic. Wpisałam 'Melanie' i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, zaskoczeniu hasło było dobre !
Zalogowałam się na Skype, po czym zadzwoniłam do mojej ukochanej rodzinki.
Nigdy tak bardzo się nie cieszyłam z ich widoku. Zaczęliśmy rozmawiać. W połowie do pokoju wpadł Nathan.
- O, a kto to ? - spytał tato
- Erm, to jest mój przyjaciel Nathan - uśmiechnęłam się
- Hey Nathan - powiedział
- Hello mister - odpowiedział brunet, podchodząc do mnie
Zaczęłam prowadzić konwersację po angielsku, żeby Sykes też coś rozumiał. Skończyło się na tym, że razem z mamą słuchałyśmy rozmowy obu panów :D
- A mówią, że to my najwięcej gadamy - zaśmiałam się, a kobieta wraz ze mną
- What ? - spytał brunet, przeczesując grzywkę
- Oh, nothing ! - dźgnęłam go żartobliwie w bok
Przewrócił oczami i kontynuował rozmowę. Parsknęłyśmy z moją rodzicielką niepohamowanym śmiechem.
Mężczyźni spojrzeli na nas zdziwieni.
- My już musimy kończyć kochanie - powiedziała mama
Westchnęłam - No okej
- Pozdrówcie Jess i Karen ! Niech szybko wraca do zdrowia - uśmiechnęła się
- Właśnie niedługo będziemy do niej jechać - odwzajemniłam gest
- Bye Nath ! - odezwał się tato
- Goodbye - powiedział
Po chwili się rozłączyliśmy
- O co chodziło pod koniec ? Bo nic nie rozumiałem - stwierdził i przygryzł polik od środka
- Rodzice kazali nam pozdrowić Jess i twoją mamę - wyszczerzyłam się
- Aaaa - zaśmiał się i cmoknął mnie w polik
Zachichotałam - Jedziemy, co ? - mruknęłam
Pokiwał głową. Zeszliśmy na dół, ubrałam buty i kurtkę, po czym wyszliśmy z domu.



-----
HEJKA ! 
Jak tam ? 
Podobał się rozdział ? 
Dziękuję za te komentarze :* :* 
i ponad 15 tys. Wyświetleń ! JEJKU ♥ 
An_a - to ja jestem Orzeszkiem xd :P 
Anusiak - PADŁAM XD Ahh te dwuznaczne zdania MRRRRR ♥ 
BUZIAKI ! 
Do nexta :* 

#ThursJay !



poniedziałek, 4 listopada 2013

Rozdział dwudziesty piąty

Słyszałam Nathana, który nie dawał za wygraną i przez cały czas siedział, pukał do drzwi. Mówił, że stamtąd nie odejdzie dopóki ze mną nie porozmawia. Na początku wogóle nie chciałam go widzieć, mieć z nim doczynienia. Jednak po dłuższej chwili zrobiło mi się żal lamentującego chłopaka.
Niechętnie się podniosłam i otworzyłam drzwi.
Ten od razu wziął mnie w ramiona. Zaczęłam bić Natha w tors pięściami. Ten, zamiast zwolnić uścisk, głaskał mnie po plecach, mocno tuląc.
 
W końcu bezsilnie skryłam głowę w szyi bruneta i się rozpłakałam. Ręce zwiesiłam wzdłuż ciała.
Staliśmy tak w ciszy. W ciszy przepełnionej emocjami.
- Melanie... - szepnął, odsuwając się lekko ode mnie, jednocześnie ocierając kciukami moje mokre poliki
- spójrz na mnie. Proszę - powiedział półgłosem
Spojrzałam na niego, jednak szybko odwróciłam wzrok.
Nie umiem spojrzeć na Nathana. Po prostu nie umiem. Gdy tylko skieruję na niego wzrok przypomina mi się cała wczorajsza akcja, to co powiedział... Zabolało mnie to. Bardzo.
Westchnął, po czym ujął moją brodę kierując głowę tak, abym musiała patrzeć mu w oczy. Nie broniłam się, ponieważ to nie miało sensu.
- Słońce... Chciałem cię przeprosić za wczoraj... Ja ni...
- Nathan. Nie tłumacz się. Po prostu zrobiłeś to co chciałeś i uważałeś za dobre... - szepnęłam przerywając brunetowi
- To nie jest dobre - powiedział - Nie mogę patrzeć jak przeze mnie płaczesz, nie mogę patrzeć jak bardzo cię skrzywdziłem. Skrzywdziłem osobę która jest całym moim światem - wyszeptał patrząc mi prosto w oczy
Nie wiedziałam co powiedzieć. Wbiłam wzrok w zielono-niebieskie oczy przepełnione smutkiem, poczuciem winy...
- Przepraszam - szepnął
- Nath... Powiedz mi dlaczego to zrobiłeś - poprosiłam
Westchnął - Bo chcę cię chronić. Nawet nie masz pojęcia jakie media, ludzie mogą być okrutni, dlatego myślałem, że przyjaźń będzie lepszym rozwiązaniem, ale... - głos mu się załamał i zacisnął wargi w cienką linię
Ujęłam jego twarz w dłonie i poglaskalam po policzkach - ej Natty... Rozumiem - szepnęłam patrząc mu w oczy - chcesz tej przyjaźni ? - spytałam, sama zaskakując się tym pytaniem
- ja sam nie wiem... Może...
- Nathan. Może zacznijmy od początku, dobrze ? To chyba będzie najlepsze rozwiązanie, bo wszystko nam się pogmatwało - powiedziałam niepewnie
Sama nie wiedziałam czy to dobry pomysł. Jeszcze przed paroma godzinami ryczałam myśląc o przyjaźni z nim, ale on ma rację.
Widziałam jakie media są, ba przekonałam się na własnej skórze. Nie wiem, czy na dłuższą metę wytrzymałabym coś takiego.
To, że decyduję się na taki układ nie znaczy, że moje uczucia do bruneta wygasło, albo w jakikolwiek sposób się zmieniło. Oczywiście, zranił mnie, ale nadal czuję to samo.
Po dłuższej chwili zastanowienia skinął głową.
Uśmiechnął się delikatnie - Nathan James Sykes - podał mi rękę
- Melanie Rafforf - odwzajemniłam gest
Nagle zadzwonił telefon chłopaka.
- Przepraszam - powiedział szybko i odebrał
Po paru sekundach krew odpłynęła mu z twarzy. Zaniemówił. Podeszłam do niego i położyłam dłoń na ramieniu bruneta.
- Jasne Jess. Już do was jadę. Trzymajcie się - pożegnał się i rozłączył
- Jedziemy do Gloucester. Chodź, pomogę ci się spakować - stwierdził i pociągnął mnie za rękę na górę
- Po co, co się stało ? - spytałam, wbiegając po schodach
- Mama miała wypadek... Razem z Jess - szepnął
- O Jezu - zrobiłam wielkie oczy - Co z nimi ?!
- Jessica jest trochę poobijana, ale mama... Jest w śpiączce - wyszeptał
- O mój Boże... - powiedziałam
Szybko mnie spakowaliśmy. Zamówiliśmy taksówkę i po chwili byliśmy na dworcu. Akurat uciekł nam pociąg, przez co Nath chodził podenerwowany, wściekły. Próbowałam go w jakiś sposób uspokajać, jednak było to bardzo trudne.
W końcu po 20 minutach oczekiwania, znaleźliśmy się w drodze do rodzinnego miasta chłopaka. Usiadłam obok niego.
Wpatrywał się w obraz za oknem. Oparłam delikatnie głowę o jego ramię - będzie dobrze Natty - szepnęłam
Głośno westchnął i objął mnie ramieniem - mam nadzieję - stwierdził
Resztę drogi przejechaliśmy w ciszy. Jednak ta cisza była przyjemna. Po chwili wysiedliśmy z pociągu. Chłopak wziął moją torbę, a ja zamówiłam taksówkę. W czasie oczekiwania zrobiło mi się strasznie zimno. Nath widząc to, przygarnął mnie do siebie. Wtuliłam się w niego, a parę minut później przyjechał nasz 'transport'. Zapakowaliśmy się szybko do auta. Sykes podał kierowcy kierunek, adres szpitala. Widziałam jak bardzo się denerwuje, martwi. Strasznie chciałam go wesprzeć, ale nawet nie wiedziałam w jaki sposób mogę to zrobić.
Mocno splotłam nasze dłonie.
Po paru minutach byliśmy na miejscu. Zapłaciliśmy mężczyźnie i czym predzej ponieśliśmy do szpitala. Jess, zapłakana od razu rzuciła się Nathanowi na szyję. Ten głaskał ją, uspokajał. Po chwili dziewczyna przywitała się ze mną mocnym przytulasem.
Wszyscy skierowaliśmy się do sali w której leżała Karen.
Była podłączona do respiratora i masy innych urządzeń,które wydawały przeróżne pikania, odgłosy.
Brunet natychmiast podbiegł do kobiety, po czym ujął jej bladą dłoń.
Siostra chłopaka wtuliła się we mnie i rozpłakała. Mi samej drgała broda. Uspokajałam blondynkę jak tylko umiałam.
Kątem oka patrzyłam na Natha. Był kompletnie załamany. Płakał, trzymając kobietę za rękę.
Jess po chwili poszła do toalety. Ja podeszłam do bruneta i położyłam mu dłoń na ramieniu. Ten obrócił się do mnie, wstając. Bez zastanowienia przytuliłam go mocno. Odwzajemnił gest, gładząc mnie po plecach.
- Będzie dobrze. Twoja mama jest silna - wyszeptałam
- Wiem... Ale się o nią boję - powiedział
- Nienormalne byłoby gdybyś się nie bał - stwierdziłam - Trzeba w nią wierzyć... Tak najbardziej jej pomożemy - dodałam
- Dziękuję - szepnął mi do ucha
Odsunęłam się bez słowa od chłopaka. Ten ponownie usiadł przy poszkodowanej.
Nagle do sali wszedł lekarz, a za nim Jess - Dzień dobry - wyminął mnie, kierując się do bruneta
Stanęłam przy chłopaku.
- Pani z rodziny ? - spytał
- Em... Przyjaciółka - odpowiedziałam
Pokiwał głową - To proszę tu zaczekać
- Dobrze - westchnęłam i usiadłam przy mamie rodzeństwa.




-----
Bry Wszystkim :*
Ahhhh wena mnie dopadła! To wszystko przez Word Of Mouth!
Szczególnie Demons... Wszystkie piosenki z tej płytki chłopaków skradły moje serducho :)
Zaskoczyłam rozdziałem? Hmmm?
Dziękuję za 12 komentarzy i prawie 15 tys wyświetleń ♥ Jejku :')
No to... Do nexta! :*****************

#MaxMonday !




<moja twórczość hahahahahaha :P > 


piątek, 1 listopada 2013

Rozdział dwudziesty czwarty

Czułam pot spływający po moich skroniach, czole, plecach i ulgę jaką to za sobą niosło. Przebiegałam akurat obok pobliskiego baru.
Było tam jak zwykle pełno ludzi i nic nie zwróciłoby mojej uwagi, gdyby nie zataczający się Nathan.
Patrzyłam na niego przez chwilę z niedowierzaniem.
Dotarło do mnie, że on jeszcze oficjalnie nie może pić alkoholu. Jak tylko ktoś go zobaczy w takim stanie to będzie niezła afera. Bez wahania podeszłam do chłopaka.
Gdy mnie zobaczył zaczął się głupio śmiać. Nie zwracając na to uwagi wzięłam go pod rękę i odprowadziłam spod budynku.
- Ccco tyyyy rbisz ? - mruknął mi do ucha
- Idziemy do domu - powiedziałam, troszkę go od siebie odsuwając
- Aale kochannnie ccchodźmmy jessszczze  - wybełkotał
Westchnęłam i pozostawiłam to bez komentarza. Nie warto się wdawać w dyskusję z pijanym.
Nie powiem, szło mi się z nim strasznie trudno, bo non stop tracił równowagę i naprawdę sztuką było go podtrzymać. W dodatku pod koniec drogi zaczął się do mnie lepić (za co już już miałam mu przywalić).
Jedną ręką przytrzymując w pół przytomnego bruneta udało mi się otworzyć drzwi.
Gdy tylko to zrobiłam runęłam na podłogę za Nathanem. Powoli się podniosłam i otrzepałam.
Spojrzałam na zalanego towarzysza.
- Pijaku wstawaj - szturchnęłam go
Ten jednak nie zareagował. Złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Pisnęłam z zaskoczenia, lądując na nim. Przez chwilę patrzyłam mu w oczy.
Szybko jednak się opamiętałam i podniosłam. Brunet przynajmniej próbował postąpić tak samo, ale niestety coś mu nie szło.
- Nathan - wyciągnęłam rękę do chłopaka
Ten złapał ją i podciągnął się. Utrzymywanie pionu jednym słowem szło mu fatalnie. 
Westchnęłam, po czym zaprowadziłam go do sypialni Kat. Wchodzenie po schodach było męczarnią !
W pewnym momencie myślałam, że z nich spadniemy, bo przez cały czas się na mnie wieszał, lub podhaczał mi nogi. W końcu jednak dobrnęliśmy do pokoju cali i zdrowi jeśli można tak powiedzieć.
Usadziłam chłopaka na łóżku.
Ten patrzył się na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Trochę mnie to irytowało, ale starałam się tego po sobie nie pokazywać. Przygotowałam mu jakąś pościel.
- Tylko nie zrób sobie krzywdy - powiedziałam kierując się do drzwi
- Mellanniie zzzostańń - wybełkotał
- Nie. Ty lepiej idź spać, bo inaczej to mi dom rozwalisz, albo się uszkodzisz - warknęłam i wyszłam z pokoju
Nie wiem skąd, ani czemu byłam wściekła. Na wszystkich dookoła. Miałam ochotę zniknąć, albo komuś coś zrobić.
Jednak powstrzymałam się, po czym poszłam do łazienki wziąć kąpiel. Po 30 minutach byłam wyszykowana.
Zeszłam do kuchni, nalałam wody do szklanki, a z szafki wzięłam leki przeciwbólowe. Zaniosłam to wszystko chłopakowi. Gdy otworzyłam drzwi zastałam go leżącego w poprzek na łóżku.
Westchnęłam i położyłam mu na stoliczku nocnym leki i szklankę.
Patrzyłam na niego dłuższą chwilę.
- Po co ci to ? Trzeba było się tak zalać ? - szepnęłam, po czym wyszłam z pokoju
Od razu skierowałam się do siebie. Opadłam na miękką pościel, wtulając twarz w poduszkę. Rozpłakałam się. Nagle zadzwonił do mnie telefon. Przewróciłam oczami i odebrałam go
- MELANIE WIDZIAŁAŚ NATHANA ?! - krzyknął spanikowany Jay
- Jest u mnie - szepnęłam, wycierając rękawem policzki
- Co ? Czemu nie zadzwo...
- Bo nie mam stu rąk ! Był tak zalany, że ledwo co go prowadziłam ! Mógłbyś go bardziej pilnować !  Pomyślałeś co by było gdyby jakiś paparazzi go zobaczył ?! No pomyślałeś ?! - wydarłam się na chłopaka, nie dając mu dokończyć zdania
- Melanie nie krzycz na mnie - stwierdził
- A co, może mam jeszcze pochwalać twoją głupotę ? - spytałam zdenerwowana
- No nie, ale...
- Nie ma żadnego 'ale' - powiedziałam - Jay... proszę cię. Następnym razem go pilnujcie - szepnęłam bezsilnie
- Ok, będziemy. Tak poza tym to dzięki, że go zabrałaś - odpowiedział łagodnie
- Nie ma za co. W końcu tak postępują przyjaciele, nie? - stwierdziłam z sztucznym uśmiechem
Tak na prawdę chciało mi się płakać. Mam dość.
- Przyjechać po niego ? - spytał
- No co ty. Nie trzeba. Chyba jutro da radę przejść kawałek ulicy - powiedziałam - W końcu mieszkamy niedaleko
- Dziękuję. Jesteś niesamowita. Ja po takiej akcji bym go zostawił przed tym klubem... Podziwiam cię - zaśmiał się
- Ja kończę, pa - szepnęłam
- Spoko, papa - powiedział i się rozłączył
Opadłam na łóżko i rozpłakałam się na dobre. W końcu po paru godzinach zasnęłam

Obudziły mnie kroki na dole. Przestraszyłam się. Nie do końca przytomna szybko zbiegłam po schodach. Z holu zauważyłam buszującego w kuchni znajomego bruneta. Na początku byłam zdziwiona, ale później przypomniałam sobie, że nocował u mnie.
W ciszy weszłam do pomieszczenia. Wyjęłam z szafki szklankę i nalałam sobie Coli. Spojrzałam na wycierającego naczynia chłopaka.
- Nie musisz tego robić - powiedziałam
- Masz rację - spojrzał na mnie, a ja automatycznie wbiłam wzrok w podłogę - Ale chcę - stwierdził
Znów zapanowała nieprzyjemna cisza. Zerkałam na niego co jakiś czas, jednak szybko odwracałam wzrok.
Po chwili odwiesił ścierkę na haczyk i podszedł do mnie.
Serce na chwilę szybciej mi zabiło. Zwiesiłam głowę, a parę łez spłynęło po moich polikach.
Nath ujął mój podbródek delikatnie, po czym podniósł moją głowę tak, że musiałam na niego patrzeć. Otarł kciukami trochę wilgotne poliki.
- Nie płacz, proszę - szepnął
Nie odezwałam się, ponieważ miałam gulę w gardle
- Mel... Słońce... ej Mała....
- Zostaw mnie - szepnęłam
Znieruchomiał. Wyglądał jak zbity z tropu, jakby tracił grunt pod nogami. Patrzył mi prosto w oczy
- Zostaw mnie - powiedziałam stanowczo i odsunęłam się od chłopaka
- Mel... Proszę... - jąkał się
- O co ?! Ja też proszę - stwierdziłam
- Przepraszam cię za tamto... - powiedział niepewnie
- I co z tego ? Mam cię dość. Po cholerę dawałeś mi nadzieję ? Niezłą zabawę miałeś co ? Wiesz co ? Kochałam cię, a teraz... - głos mi się załamał i pobiegłam na górę
Nathan zrobił to samo. Zamknęłam mu drzwi przed nosem. Sama już nie wiedziałam co do niego czuję. Miałam w głowie jeden wielki mętlik.
Usiadłam pod drzwiami, schowałam twarz w dłonie i zaczęłam płakać.
- Mel otwórz... Proszę - szeptał
Jednak ja nie reagowałam. Nadal nie mogłam oswoić się z tym co powiedział mi wczoraj. To było jak cios w serce.
Ale z drugiej strony... Kat miała rację. Gdybym nie zachowywała się jak rozpieszczony bachor, może bym teraz nie ryczała pod drzwiami, w ogóle nie byłoby tej całej sytuacji.
Potrzebuję jej, tęsknię za nią. Strasznie żałuję, że się pokłóciłyśmy.
Powinnam porozmawiać z Nathanem i wyjaśnić tą całą sytuację ? Powiedzieć co leży mi na sercu ? Przyjaciele. Niby prosty układ, a jednak trudny. Sama nie wiem. Może powinniśmy spróbować ?


-----
Czeeeeść Wszystkim :) 
Co tam u Was? 
Ja dzisiaj spędziłam ponad 6 h na cmentarzu :P 
Podobał Wam się rozdział? 
Anonimku - Bardzo mi miło ♥ 
Dziękuję za wszystkie komentarze ☺ 
Ten rozdział chciałam dedykować wszystkim czytelniczkom/czytelnikom :* Dajecie mi kopa do dalszego pisania ♥ 
Szczególnie (jeśli w ogóle tu jeszcze zaglądasz ;c) Wice_TW 

Buziaczki i do nexta :* 

#FanFriday 



wtorek, 22 października 2013

Rozdział dwudziesty trzeci

Zaczęłam płakać. Max mocno mnie do siebie tulił i uspokajał. Po paru minutach się ogarnęłam i wpuściłam chłopaka do środka.
- Słońce przepraszam - szepnął
Spojrzałam na niego ze smutkiem
- Kto jak kto, ale ty ? Max naprawdę zawiodłam się na tobie... Ale dziękuję, że przyjechałeś - powiedziałam
Uśmiechnął się delikatnie i wszedł do salonu.
- Napijesz się może czegoś ? - zaproponowałam
- Masz piwo ? - spytał
Szybko zerknęłam do lodówki. Były tam cztery pełne butelki.
- Jest ! - krzyknęłam i wzięłam dwie + otwieracz
Zaniosłam wszystko do gościnnego i postawiłam na ławie.
- Uuuuuuuu słońce dobre piwko - zaśmiał się i wziął jedno
- Maxiu... Dlaczego tak od razu uwierzyliście w ten cały artykuł ? Myślałam, że mamy do siebie większe zaufanie... - usiadłam po turecku na sofie, obok chłopaka
- Ja sam nie wiem co nam strzeliło do głów... Przepraszam. Obiecuję, że to się nigdy nie powtórzy - szepnął, po czym objął mnie ramieniem
- No ja mam nadzieję - powiedziałam, oparłam głowę o obojczyk chłopaka i zamknęłam oczy
Siedzieliśmy tak w ciszy dłuższą chwilę. On popijał sobie piwo, jednocześnie tuląc mnie do siebie. Nagle zaczął mnie łaskotać. Pisnęłam z zaskoczenia. Przewrócił mnie na plecy. Nie zaprzeczając 'tortur' usiadł na mnie okrakiem, uniemożliwiając mi w większym stopniu ruchy.
Wiłam się, śmiałam. Próbowałam go z siebie zrzucić, lecz był za silny i za ciężki.
- Max ! Już ! Koniec ! - próbowałam unormować oddech
Ten zaśmiał się tylko szyderczo i powrócił do poprzedniej czynności.
- MAX ! Stop ! - kichnęłam ze śmiechu
Chłopak przestał i spojrzał na mnie swoimi szarymi oczami
- A co będę z tego miał ? - mruknął z głupim uśmieszkiem
Przewróciłam oczami - Drugie piwo ewentualnie - odpowiedziałam
- Eeee to nie - zaśmiał się
- A co byś chciał, co ? - zapytałam
- Może buziaka, hmmm ? - mruknął
- Sorry w ofercie TYLKO piwo - powiedziałam
Zastanowił się chwilę, po czym zszedł ze mnie. Odetchnęłam z ulgą. Spojrzałam na Maxa. Patrzył się w stronę drzwi. Przeniosłam na nie wzrok i zamarłam.
- Nie przeszkadzajcie sobie - warknął wściekle brunet, po czym wyszedł z domu
Bez słowa pobiegłam za nim
- Nathan zaczekaj ! - krzyknęłam
- Co ?! Będzie gadka 'Nathan to nie tak jak myślisz, to nie ja...' Nie wiem co jeszcze wymyślisz... - powiedział ze zwieszoną głową
Podeszłam do niego. Ujęłam delikatnie twarz buneta w dłonie.
- Nath... ja wiem jak to mogło wyglądać, ale my nic... - szepnęłam patrząc mu w oczy
Zmarszczył brwi
- Że co ? - spytał
Skinęłam głową ze spokojem. Spojrzał mi w oczy z niepewnością. Westchnęłam smutno
- Nie wierzysz mi, prawda ? - wyszeptałam

Zapadła niezręczna cisza. Zrezygnowana zdjęłam dłonie z jego szyji.
- Jasne - westchnęłam i poszłam do domu. Broda mi strasznie drżała.
- Mel... Zaczekaj... Przepraszam - szepnął
Przygryzłam mocno wargę. Odwróciłam się do niego.
- Chodźmy na spacer - zaproponował
Skinęłam głową, po czym podeszłam do chłopaka. Ruszyliśmy przed siebie w ciszy.
- Bo wiesz... Myślałem o tym wszystkim - zaczął
- O czym dokładnie ? - spytałam
- O nas...
- I ? - spojrzałam na niego pytająco
- Chcę przyjaźni. Niczego więcej... - szepnął
Patrzyłam na niego tępo. Najpierw wyznaje mi miłość, a teraz chce tylko przyjaźni? Nie wierzę. Oczy mi się zaszkliły
- Ej nie płacz - spojrzał na mnie ze współczuciem i chciał mnie przytulić
- Odczep się - warknęłam, cofając się szybko
- Mel nooo... Słońce weź
Pokręciłam przecząco głową i pobiegłam do domu, zostawiając Nathana samego ze sobą.
W drzwiach minęłam Maxa i ruszyłam do swojego pokoju.
Zamknęłam się w nim. Usłyszałam jak ktoś puka do drzwi. Nie odezwałam się. Próbowałam powstrzymać łzy cisnące mi się do oczu, jednak przegrałam tą walkę.

Dałam upust emocjom i położyłam się na łóżku. Osoba którą koch... Do której coś czułam... Wbiła mi sztylet w serce. Centralnie.
Czy on naprawdę mnie kochał, czy tylko udawał ? Nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć.
- Melanie otwórz mi proszę ! - słyszałam Maxa
- Zostawcie mnie wszyscy - szepnęłam
Słyszałam jak chłopak schodzi po schodach i wychodzi z domu.
Rozpłakałam się na dobre.
Co robić ? Nie mogę dalej z nimi pracować. Muszę zerwać kontrakt. Sięgnęłam po komórkę i wybrałam numer Scootera. Zawahałam się, jednak po chwili dotknęłam zielony punkt na ekranie z napisem 'połącz'. Nie musiałam długo czekać.
Po paru minutach wszystko było załatwione. Poszło tak szybko, ponieważ byłam tylko na okres próbny i nie musiałam nic podpisywać itp.
Czułam się podle, że podjęłam decyzję sama. Ale z drugiej strony nie mogłam postąpić inaczej.
Położyłam się na łóżku i zaczęłam przypominać sobie ukochany rodzinny dom w Polsce.
Może powinnam wrócić ? Nie wiem co robić.
Wbiłam wzrok w ścianę. Łzy jeszcze spływały mi po zaczerwienionych polikach.
Nagle ktoś zapukał do drzwi. Nie miałam siły nawet sprawdzać kto to. Jednak po paru minutach ta osoba nie dawała za wygraną.
Powoli zeszłam na dół i spojrzałam przez wizjer. Siva. Zrobiłam wielkie oczy.
Nacisnęłam niepewnie klamkę.
- Mel - spojrzał na mnie ze współczuciem, smutkiem, a jednocześnie rozczarowaniem i żalem. Od razu wiedziałam o co chodzi. Wpuściłam szatyna do środka.
- Słońce dlaczego nie zadzwoniłaś do któregokolwiek z nas ? Czemu sama podjęłaś decyzję o zwolnieniu się ? - spytał
- Ja... Przepraszam... Ale nie mogę z wami pracować - szepnęłam
Chłopak mocno mnie przytulił. Wtuliłam się w niego i rozpłakałam. Uspokajał mnie gładząc po plecach.
- Rozumiem cię... Ale przez Nathana nie skreślaj nas wszystkich - powiedział delikatnie
- Siva, ja nie chcę was wszystkich skreślić. Jesteście dla mnie jak rodzina, ale... Nie potrafię pracować z kimś kto mi nie ufa. Nie umiem - spojrzałam na niego
Skinął głową ze zrozumieniem.
- Nathan cię przeprasza... Mówi, że to - pokazałam mu, żeby nie kończył
- On cię tu przysłał ? - spytałam
- Nie - odpowiedział krótko
- Seev błagam nie okłamuj mnie - powiedziałam stanowczo
Westchnął głośno - Tak, on mnie tu przysłał - wyznał
Skinęłam głową - Siva... Chcę wrócić do Polski - szepnęłam
Jego piwne oczy wpatrywały się we mnie z zaskoczeniem.
- Co proszę ? - spytał
- Tęsknię za domem - powiedziałam
- Melanie zostań tu. Dogadacie się z Nathanem, wyjaśnicie sobie wszystko i będzie dobrze. Wrócisz do pracy, będziesz jeździć z nami po świecie - spojrzał na mnie z nadzieją
Przez chwilę się zawahałam - Nie Seev. Nie będzie dobrze. Ja nie chcę go widzieć już nigdy więcej - szepnęłam
- Przemyśl to jeszcze - powiedział
Skinęłam głową. Chłopak przytulił mnie na pożegnanie i wyszedł z domu.

Postanowiłam pójść pobiegać. Czmychnęłam do swojego pokoju. Tam się przebrałam w dresy, po czym wróciłam na dół. Z szafki zabrałam MP3.
Nałożyłam bluzę i wyszłam na zewnątrz. Zamknęłam dom, włączyłam Jamesa Arthura 'You're nobody till somebody loves you' włożyłam słuchawki do uszu i zaczęłam od truchtu, z każdą chwilą przyspieszając.
Biegłam przez oświetlony latarniami londyński park myśląc o tym wszystkim.
Musiałam się wyżyć, odreagować. Czułam pot spływający po moich skroniach, czole, plecach i ulgę jaką to za sobą niosło


-----
HEEEEJKA !
Co tam u Was? 
Zaskoczone rozdziałem? 
Smutno mi, bo mało komentarzy ostatnio ;c 
Jak wrażenia po obejrzeniu Show Me Love
Mi osobiście baaaaardzo się podoba ♥ 
Do nexta kochane :* 
BUUUUUZIAKI ♥ 

Czytasz ? Proooszę skomentuj ♥ 

#TomTuesday